IndeksIndeks  CalendarCalendar  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | 
 

 Boisko do siatkówki

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3  Next
AutorWiadomość

avatar



Liczba postów : 268


PisanieTemat: Re: Boisko do siatkówki   27.11.12 23:19

Rzucił bez zastanowienia, znów podgrywając dzwonkiem.
-I choć zajebiście wstawiony, to nieźle rozbawiony!
Dziwne, że mieli głowę jeszcze do tego by śpiewać, ale cóż jak to bywa na popijawach, często się podśpiewuje. Choć Law nie był za takim typem muzyki to przy alkoholu była ona właśnie najlepsza! Wtem jego uwagę zwróciła Talia której najwyraźniej nie podobały się Ich śpiewy, przecież byli genialni co jest nie tak?
-Zrywać zaręczyny skarbie już chcesz? Przez Ciebie czuję się niczym zwierz. - Ma być posłuszny jak piesek!
Lekko pośpiewał, chociaż już bardziej niezauważalnie i cicho, bo denerwowało to gajową. Cóż nie mógł sobie pozwolić na utratę przyszłej żony! Nie mniej jednak nie chciał kończyć tej dobrej zabawy. Może po prostu przenieść Ją do pokoju i sprosić więcej osób? W sumie to i tak skończył im się już alkohol a to nic dobrego nie wróżyło. Dopiero teraz dostrzegł, że Talia jest w męskiej koszuli. Ciekawe skąd ją miała? Law nie przypominał sobie by miał taką w szafie. Właśnie jego szafa była nadal u Talii. W tym momencie nie przeszkadzało mu to za bardzo, w końcu mieli zostać małżeństwem tak?... Krzywym krokiem powędrował do blondyna i padł obok Niego, po czym rzekł trochę cisze.
-Masz jakiś jeszcze alkoholis?
Mało mu było! Co prawda zapomniał o zawartości swoich kieszeni wypchanych trawką, ale w tym momencie chciało mu się chlać. Zapewne zaraz odpadnie, jeżeli wypije więcej, a Talia może zerwać zaręczyny (!), więc chętnie zmieniłby miejsce libacji na takie, gdzie można narobić szkód.

_________________

xx
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

avatar
uczeń



Liczba postów : 285

administrator

PisanieTemat: Re: Boisko do siatkówki   27.11.12 23:40

- Impreza trwa na całego, bo dyrek ma małegooo..! Podobno. - dośpiewał jeszcze i oczywiście dodał sprostowanie, żeby nie było, że on widział czy coś, bo znał już te "riposty".
- O madafaka, Marshall urwał se ptaka! - nagła zmiana tonacji na żywszą i na mini-perkusji wykonał słynne "ba-dum-tsss..."
Następnie zaczął odgrywać jakieś afrykańskie rytmy, podchodzące może pod waka-waka. Niestety bujało nim na wszystkie strony, więc co chwilę się przewracał.
- Oh proszę pani, noc jeszcze młoda, to właśnie dla niej ta moja oda! - i kolejny zjebany rym.
Na prawdę, mógł niedługo skomponować tak zjebaną piosenkę, jakiej świat nie widział a później przejąć szkolny radiowęzeł i włączać ją cały czas, raz po raz aż w końcu by ogłoszono stan krytyczny i zamknęli budę na tydzień. YEEEAH!
Kiedy Law jebnął obok niego, Nicklas odruchowo zaczął jeszcze bębnić na jego głowie, dopiero po chwili zorientował się, że wyszedł już poza obszar perkusji.
- Coś się znajdzie. - szepnął i spod koszulki wyjął puszkę piwa, którą ukradkiem wcisnął Marshall'owi w łapy.
Nikt nie wiedział, że Duńczyk pod koszulką ukrył takie "policyjne szelki" na pistolety, w które też powtykał piwo. Miał jeszcze ze trzy puszki, ale cicho, nikt nie musiał o tym kurwa wiedzieć!

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

avatar



Liczba postów : 283


PisanieTemat: Re: Boisko do siatkówki   27.11.12 23:55

Przedszkole. Jakby chciała użerać się z dzieciakami, to zatrudniłaby się jako przedszkolanka, a nie, cholera, gajowa! Tym niemniej od samego początku, mimo diabelskich podszeptów jej woli, zdawała sobie sprawę, że jakby... miała obowiązek zająć się tym, co się działo na boisku? I co z tego, że jej metody raczej nie były pedagogiczne?
- Lubię zwierzęta, Marshall, pamiętasz?- warknęła tylko w stronę Lawa
I nie, to wcale nie był komplement. Jakby nie patrzeć, dziewiętnastolatka szczerze nienawidziła, tym niemniej los był dla niej okrutny i zmuszał ją do znoszenia obecności Marshalla, nawet wtedy kiedy także i uczeń wcale tego nie planował. Jej ostrzeżenia i groźby raczej nie zdały egzaminu, dlatego też nasionko, które jeszcze przed chwilą blondynka trzymała w dłoni, wylądowało prosto na "mini-perkusji" Nicklasa i momentalnie zaczęło kiełkować, w błyskawicznym tempie zmieniając się po prostu w tarninę razem z jej długimi cierniami czekającymi tylko na to, aż blondyn się na nie nadzieje. Koniec gry. Tako rzecze Talia.
- To dla mnie naprawdę żadna przyjemność was tu, kurwa, niańczyć.- oznajmiła, zakładając, że mogą sobie nie zdawać z tego sprawy.
Założyła łapkę na łapkę, postanawiając, przed złamaniem podstawowych praw człowieka, spróbować jeszcze ostatecznych pertraktacji. A wszystko przez to, że w jej blond główce zrodził się genialny pomysł pod tytułem "czego oczy nie widzą...".
- Zrobimy tak. Zmyjecie się teraz stąd, a ja daruję wam TO PIWO, KTÓRYM SIĘ TERAZ DZIELICIE- dajcie spokój, obserwowała ich- i nie każę wam opróżniać kieszeni. Nie zmyjecie się...
Jej ręka powędrowała po kolejne nasionka. Będzie musiała uzupełnić zapasy, cholera. Dobrze, że zwykła nosić ich ze sobą tyle, tym niemniej to były już ostatki.
- Mam tutaj bluszcz trujący. I cholerną ochotę spełnić wszystkie groźby, które padły z moich ust, od kiedy tu jesteśmy
Do leśniczówki! Do domu! Odpocząć, zjeść, umyć się, cholera!

_________________
Rozmowa z ludźmi
Rozmowa ze zwierzętami
panda Panda
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

avatar



Liczba postów : 268


PisanieTemat: Re: Boisko do siatkówki   28.11.12 15:31

-Jakbym śmiał zapomnieć.
Spojrzał na niebo.
-Rzeczywiście, noc jeszcze młoda.
Zupełnie zapomniał, że się nie ściemniało, a już rozjaśniało. Cóż doszedł do tego dopiero po krótkiej analizie, przypominając sobie o tym, że przecież niedawno sprawdzał godzinę rozwalając telefon Nicka. Przejął danego mu browara i otworzył, w prawdzie bez pośpiechu, ale w końcu otworzył i upił łyka. Perkusja Nicklasa zaczęła wariować, przynajmniej tak się zdawało Lawowi. Prawie nie zwrócił na to uwagi, tylko upił następnego łyka. Podniósł się do siadu i kontynuował sączenie złocistego napoju. Dokończył go wyrzucając puszkę gdzieś obok.
-Jakie piwooo... przecież tu niczego nie ma.
Rozejrzał się w kółko jak idiota i dość nie udolnie zaczął próbować się podnieść. Pierwsze podejście zakończyło się niepowodzeniem, natomiast drugie solidnym przywaleniem łbem o glebę.
-Kurw...
Zaczął coś bełkotać pod nosem, trochę przypominało to słowa, ale ciężko byłoby raczej zrozumieć. Pewnie przekleństwa. Podniósł się jakby nigdy nic cały czas coś mrucząc pod nosem. Włożył do ręki Nicklasa całą zawartość kieszeni, a niech se zapali! Nie ustając pijackiego monologu ruszył ku Talii, na chwilę przerwał chwytając ją za dłoń.
-Pa kotku.
Rzekł po czym puścił jej dłoń i znów zaczął coś tam biadolić, oraz iść przed siebie, to na prawo, to na lewo. Po dłuższym trudzie wyszedł wreszcie z boiska. Kto wie co on tam se wymyślił.

z/t

_________________

xx
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

avatar
uczeń



Liczba postów : 285

administrator

PisanieTemat: Re: Boisko do siatkówki   28.11.12 17:10

- Zwierzątka są takie puchate! - zaśmiał się i zaczął znów bujać na boki.
Następnie zaczął się gapić na to jak Law ukradkiem popija piwo. Jako dobry kumpel przed piciem, w trakcie picia i po piciu musiał w końcu osłaniać jakoś piątoklasistę przed Talią. Rzecz jasna, średnio mu to wychodziło, więc nagle strzelił jakąś mini-zasłonkę, którą zaczął trzymać nad Law'em. Na pewno nie było to w żaden sposób podejrzane!
- Tak! - podziękował, za sprzęt do jarania i włożył sobie do kieszeni.
Przez te nieprzyjemne groźby Talii postanowił, że jednak zajara w pokoju, chyba nikomu to nie przeszkodzi jakoś bardzo. Na pewno nie Jim'owi, sam też jarał jak smok.
Duńczyk zaczął się głośno śmiać, gdy Marshall zaliczył parę gleb! Cholera, czy ktoś to nagrywał?! Na YouTube'a, błagam! Co z tego, że sam jak tylko spróbuje wstać to zaliczy również parę bliskich spotkań z ziemią, i tak było zajebiście. Aby dotrzeć normalnie do domu chciał sobie strzelić laskę do podpierania się. Co mu wyszło? Taki zajebisty kij jakim podpierali się starzy magowie we wszystkich filmach fantasy. Ale wyczes!
- Schönen Gruß und auf Wiedersehen! - chyba mu się już języki pomyliły, bo zaczął schprechać.
Ale na pewno pani Fritz będzie zadowolona mimo tego, bo choć śpiewał tak głośno jak tylko mógł, to jednak opuścił boisko nie wyrządzając już większych szkód niż dotąd zrobił. No poza wyrządzeniem szkód samemu sobie, bo mimo podpórki to i tak się wyjebał kilkanaście razy zanim znikł z pola widzenia.

[zt]

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

avatar



Liczba postów : 283


PisanieTemat: Re: Boisko do siatkówki   28.11.12 20:30

Noc młoda? Poszaleli. Zresztą, to nie ona była nauczycielką, która potem będzie albo się z nimi męczyć albo po prostu wstawiać nieobecności więc blondynce to tak naprawdę wszystko jedno. Tym niemniej kiedy już ustaliła warunki negocjacji, pozostało jej tylko policzenie w myślach do dziesięciu, zanim pobawi się w sadystkę i wsadzą ją do więzienia, ot co. Liczenie do dziesięciu trwało bardzo długo, pośród ogólnych słów padających ze strony pijanych uczniów, upadków pijanych uczniów i innych elementów, tym niemniej jak już się pobawili, poprzekazywali sobie nielegalne substancje, które gajowa zdecydowanie powinna zabrać, w końcu zaczęli się zbierać i Fritz mogła schować nasiona tam, gdzie było ich miejsce .Wykorzysta je na innego ucznia, ot co! Oczywiście momentalnie wyrwała dłoń Marshallowi, wbijając tylko w niego morderczy wzrok, bo i wiedziała, że żadne słowa, żadne rękoczyny, po prostu nic, poza chłodną obojętnością i okrutną prawdą, nie jest w stanie trzymać łapek trzeźwego Lawa przy jego ciele. Co mogło powstrzymać pijanego?
- Tak, tak, wypierdalajcie- podsumowała tylko oba pożegnania
Potem był spektakl. Ot, przyszło kobiecie obserwować wywalających się co chwila uczniów. Beznadzieja. W życiu by się nie upiła AŻ TAK. Co w tym było zabawnego? To, że jak im przejdzie to nie będą nic pamiętać? Tym niemniej, kiedy dwójka zniknęła jej z oczu, mogła spokojnie uznać, że skierowali się do pokojów, chociaż miała przeczucie, że tak nie było i z przeświadczeniem o spełnionym obowiązku udać się w końcu do leśniczówki
[zt]

_________________
Rozmowa z ludźmi
Rozmowa ze zwierzętami
panda Panda
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

avatar



Liczba postów : 41


PisanieTemat: Re: Boisko do siatkówki   16.12.12 17:54

Nadia przemierzała szkolne tereny szukając zacze.. to jest, uczniów nie przestrzegających regulaminu.. W zasadzie nie wyszła po to, żeby patrolować i tak dalej, po prostu trudno jej było usiedzieć na miejscu w nowej szkole i musiała odwiedzić coraz to inne zakątki tej ogromnej szkoły, których wcześniej nie widziała. Trochę się zdziwiła że dostała tak ważną rolę, jaką jest bycie prefektem, podejrzewała że raczej jest to okres próbny, wiec jak podpadnie to może się z tym tytułem pożegnać. Ale jak to, ona? Nie podołać wyzwaniu? No cóż, bycie prefektem jest swego rodzaju urozmaiceniem. Wkroczyła na boisko. Dobrze, że było na świeżym powietrzu. W tedy można uniknąć nieprzyjemnego zaduchu i zapachów, pozostawionych przez uczniów w czasie wysiłku. Problemem było teraz to.. że nie ma ze sobą piłki. Rozejrzała się za koszem z piłkami, który znajdował się nieopodal. Po co jej była piłka, skoro do tej gry potrzebne były co najmniej dwie osoby? Ot, pomyślała że poćwiczy sobie.. serwowanie. Wzięła jakąś zdatną, niezniszczoną piłkę i stanęła na końcu boiska. Siatka była dość wysoko.. ale nie tak tragicznie, żeby sobie z tym nie mogła poradzić. Odbiła piłkę siatkową o podłoże, otwartą dłonią powtórzyła kilkakrotnie, aż uniosła ją do góry i podrzuciła. Użyła trochę siły, żeby odbić ją otwartą dłonią, a ta przeleciała przez siatkę i .. leciała jeszcze spory kawałek. Dziewczyna skrzywiła się. To za daleko, żeby nawet po nią pójść. Zerknęła na kosz ale.. przecież te piłki tak samo skończą jak ta poprzednia.
- Fail siostrzyczko. - Usłyszała brata. Właściwie to miał rację, co ona chce poćwiczyć? Nie odpowiedziała tylko otrzepała swoje ubrania, które bynajmniej były przystosowane do ćwiczeń.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

avatar



Wiek : 25
Liczba postów : 39


PisanieTemat: Re: Boisko do siatkówki   16.12.12 22:14

Czasem odpowiednie osoby pojawiają się w odpowiednim czasie, w odpowiednim miejscu. Tym razem takową personą okazał się Faust, który na boisko został przyprowadzony przez własne kończyny dolne. Wszystko dlatego, że w głębokim poważaniu miał kolejne miejsce, do którego się uda. Miał tylko cichą nadzieję, że uda mu się tam kogoś spotkać, żeby dokonać wymiany zdań na mniej lub bardziej mądre tematy. Jakby nie patrzeć, udało mu się. Szkoda, że spotkaną "osobą" okazała się piłka do gry w siatkówkę, która przyturlała mu się prosto pod stopy. Białowłosy spojrzał na obiekt wykorzystywany do gry i uśmiechnął się nieznacznie.
- Zgubiłaś się, piłeczko? - zapytał, ukucnął i podniósł piłkę, odbijając ją sobie przy tym kilka razy.
Wtedy spojrzał w kierunku, z której najprawdopodobniej zaginiony przedmiot pochodził. W oddali zauważył siatkę, a za nią jakąś niewiastę. Zaśmiał się pod nosem. Chyba miał szczęście.
- Umówiłaś mnie, piłeczko. - stwierdził, wolnym krokiem idąc w stronę nieznajomej, piłkę trzymając w lewicy, gdy prawica spoczywała w kieszeni płaszcza.
Najwidoczniej los postanowił wynagrodzić białowłosemu jego poprzednią "porażkę" w porozumieniu się z pewną różowowłosą pannicą, zsyłając mu kolejne dziewczę do rozmowy. Czy jednak to okaże się na tyle przyjaźnie nastawione, by bohater w ogóle mógł wymienić kilka słów? Pewnie będzie starał się z całych sił, nie zważając na mniej lub bardziej oryginalne usposobienie nieznajomej. Liczył jednak, że to będzie jedno z tych "bardziej".
- Czy to nie przypadkiem nie należy do Ciebie, Milady? - zapytał głośno, wciąż się jeszcze zbliżając do pani prefekt - Choć chyba bardziej należy to do szkoły. Czy to jednak ważne?
Podrzucił piłkę, uprzednio ją zakręcając, by wylądowała mu na palcu wskazującym lewej dłoni, dalej się na nim kręcąc. Chyba chciał zrobił na dziewczynie wrażenie. Podrywacz jeden.
- Specjalne chciałaś tak zwrócić na siebie moją uwagę, czy to tylko zbieg okoliczności? - spytał, przechodząc pod siatką - Cóż, udało Ci się.
Puścił jej oczko, by następnie oddać piłkę. Wtedy mógł schować lewicę do kieszeni, by prawica nie czuła się zbyt hipstersko. Stał jakieś pięć metrów o nieznajomej, patrząc na nią z lekkim uśmiechem na ustach.
- Binbougami Niryoku. Miło poznać. - przy tych słowach wyciągnął prawą dłoń, położył na swojej pięści i się nieznacznie ukłonił, by po tym schować dłoń z powrotem.
Nie ładnie jest rozmawiać z rękoma w kieszeniach. Wiedział o tym doskonale. Chciał zobaczyć jak na to zareaguje jego rozmówczyni. Zezłości się? Zrobi mu krzywdę? Nawet nie zauważy? Tyle możliwości.
- To chyba nie jest odpowiednia pora, by uprawiać taki sport w takim miejscu, nie uważasz? - spytał, najpewniej chcąc w ten sposób nawiązać jakąś konkretniejszą rozmowę.

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

avatar



Liczba postów : 41


PisanieTemat: Re: Boisko do siatkówki   17.12.12 18:36

Otrzepała czarną sukienkę wystającej spod niedługiego, lekko rozpiętego płaszcza. Zupełnie jakby chciała się pozbyć niewidzialnego kurzu, którego oczywiście tam nie było i nie było szans, żeby przy samym serwowaniu jakoś się tam znalazł.. W każdym bądź razie, dziewczyna miała dylemat, a przedstawiał się on w ten sposób, że nie wiedziała czy pójść po piłkę, czy też ją tam zostawić. Z jednej strony przydałoby się po sobie sprzątnąć, ale.. piłka była tak daleko. Może to był tylko pretekst do jej pozostawienia, bo czemu nie? To chyba żadne przestępstwo. Spojrzała znudzonym wzrokiem za piłką, kto wie, może przyciągnie ją siłą woli? Na to nie ma co liczyć, ale.. z "opresji" wyratowała ją zbliżająca się postać, w której ręku mogła dostrzec zaginioną piłeczkę. Szybko jednak jej uwaga przeniosła się na chłopaka, przez chwilę interesując się barwą jego włosów, oczywiście nie dając po sobie tego poznać. Żeby nie było, że się gapi po prostu przeniosła wzrok ponownie na jego dłoń bawiącą się zgubą. Wyrwała ją z obserwacji wypowiedź nieznajomego, więc zmuszona była przenieść na niego wzrok.
- Jakby nie patrzeć to uczniowie tworzą szkołę, ale to chyba nie jest przekonujące, więc.. nie, to nie jest ważne. - Uraczyła go bladym uśmiechem, ale przedmiot wciąż był poza jej zasięgiem, chociaż raczej było jej to obojętne, co z tym zrobi. A właśnie kręcił ją szpanersko na palcu. Tylko przez chwilę ją obserwowała, zastanawiając się czy też tak umie.. Bo jak nie, to będzie ją musiał jeszcze nauczyć!
Na kolejne pytanie cicho zachichotała, następnie obserwowała go już z pewniejszym uśmiechem na twarzy.
- Oczywiście, śledziłam Cię i widząc, że zmierzasz w tę stronę, wyprzedziłam Cię i specjalnie rzuciłam piłkę, żebyś się na nią natknął.. - powiedziała z lekkim przekąsem, wywracając oczami, ale uśmiech wciąż nie zszedł z jej twarzy więc łatwo mógł wywnioskować, że dziewczyna żartuje.
- Muszę Cię zasmucić.. To był zwykły zbieg okoliczności. - Lekkie współczucie odmalowało się na jej twarzy, żeby zaraz przejść do jako takiej powagi, a raczej normy. Złapała piłkę w obie ręce, posyłając mu krótkie spojrzenie, w którym wychwyciła puszczające przez niego oczko. Nadia tylko zerknęła na piłkę, oceniając jej stan, który okazał się być taki sam jak poprzednio, gdy trzymała ją w rękach. Oparła przedmiot o swoje biodro, przytrzymując wyprostowaną luźno ręką, a drugą wsuwając do kieszeni. Kto wie, może jeszcze się przyda. Skupiła się teraz na geście białowłosego, zapamiętując jego imię. Skojarzyła, że musi pochodzić z krajów Azjatyckich chociaż jego imię nie było typowe, ale obstawiała kraj kwitnącej wiśni. Takie przeczucie. Wyjęła swoją rękę z kieszeni wychwytując fakt, że on miał swoje z powrotem w kieszeniach. Wychowanie i kultura były u bliźniaków na wysokim poziomie, ze względu na rodziców, ale nie zawsze trzeba trzymać się tego tak kurczowo, przecież jest chłodno. Mówi się, że to co się robi świadczy o tej osobie, ale bez przesady. W podobnych sytuacjach po prostu wymaga od siebie, nie od innych. Ale tylko w takich sytuacjach, bo jako prefekt nie mogłaby ignorować niektórych zachowań - tak czy siak, to się do nich nie zaliczało.
- Nadezhda Inna Zvereva.. ale mówi mi Nadia, albo drugim imieniem, tak chyba będzie Ci wygodniej. - odparła, jak będzie chciał tak też będzie ją nazywał, może wymyśli coś własnego. Każdy ma jakieś przezwisko. No, prawie każdy.
Pokręciła przecząco głową. - Na wszystko jest pora, to zależy od chęci i .. warunków. - trochę się zawahała, bo rzeczywiście warunki w tej chwili nie były najkorzystniejsze ale i też nie najgorsze.

_________________
Ad.1
>Myśli Iwana.
>Myśli Nadii.

xxxxx
x
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

avatar



Wiek : 25
Liczba postów : 39


PisanieTemat: Re: Boisko do siatkówki   18.12.12 20:22

Po szybkiej wymianie zdań nie doszło do rękoczynu, oczywiście w wykonaniu nieznajomej. Może białowłosy pewnie nie miałby nic przeciwko zrobieniu rozmówczyni mniejszego czy nieco większego kuku, żeby poczuć się dziwnie zadowolonym, jednak na początku znajomości - szczególnie z damą - lepiej jest się wykazywać jakimiś-tam manierami. W tym wypadku Faust powinien mieć już minusowe punkty, trzymając dłonie w kieszeniach. Chęć dokonania eksperymentu w celu zobaczenia reakcji rozmówczyni to jedno, a kultura osobista to drugie. Czy jednak jedno, niezbyt ładne zachowanie należy od razu uznać za znak, że dana osoba jest niewychowanym chamem? Czy jeśli mężczyzna raz nie otworzy drzwi kobiecie, bo nie miał ku temu warunków, to nie może być dżentelmenem?
Zachowanie niewiasty mieściło się w granicach normy. Ani nie wspomniała, że białowłosy zachowuje się dość niestosownie, ani jakoś nie dała po sobie poznać, że jej to przeszkadza. Można więc było wnioskować, że Binbougami trafił na personę wyrozumiałą i miłą. Uśmiechnął się nieco szerzej. Zapowiadała się dość przyjemna rozmowa. Choć Faust nie miałby nic przeciwko, jeśli w trakcie pojawią się jakieś inne "smaczki".
- Dla jednych szkoła to budynek i administracja. - stwierdził białowłosy, wyciągając prawą dłoń, podnosząc ją na wysokość klatki piersiowej i wystawiając palec wskazujący do góry - Dla drugich szkoła to członkowie administracja, nauczyciele, uczniowie i rodzice.
Przy dalszej części wypowiedzi przesunął dłoń bliżej swojego lewego barku. W końcu jednak ją opuścił, by luźno spoczywała przy boku.
- Dla innych to po prostu więzienie. - zaśmiał się po chwili.
A dla Fausta wspaniałe miejsce, żeby poznać nowe jestestwa pokroju właśnie jego obecnej rozmówczyni, przekonując się o ich różnorakich reakcjach na różnorakie bodźce. Będąc uczniem komunikacja była łatwiejsza. Ludzie łatwiej porozumiewają się z innymi, gdy należą do tego samego zgrupowania. Uczniowie St. Elizabeth to jedno z nich, jakby nie patrzeć.
Zważajaąc na niezbyt wysoką temperaturę otoczenia białowłosy postanowił w jakiś sposób się ogrzać. Mimo, że dość poważnie przemyślał możliwość przytulenia nowej koleżanki, żeby mogli sobie pomóc na wzajem, to postanowił spasować. Nawet mimo ogromnych chęci zobaczenia, jakby dziewczyna na coś takiego zareagowała. Nawet jeśli by mu się oberwało. W ostateczności Faust postanowił bardzo wolnym krokiem spacerować wokół Rosjanki.
- Twoja zmiana wersji jest dziwnie podejrzana. - powiedział białowłosy, przymrużając oczy.
Teraz mogłoby się wydawać, że dziewoja była przez bohatera przesłuchiwana. Choć zapewne takiego efektu chłopczyna nie chciał uzyskać. W pewnej chwili się zatrzymał i zaśmiał pod nosem.
- Już chciałem zacząć rozmowę o przeznaczeniu. - stwierdził, po czym dalej zaczął spacerować wokół Nadii.
To raczej nie był temat dla Fausta. Jeśli zacząłby myśleć, że wszystko co robi jest z góry zaplanowane, tak samo jak rzeczy wykonywane przez ludzi naokoło, to dostałby odruchu wymiotnego.
- Obecne warunki nadają się do gry w siatkówkę, jednak w pomieszczeniu. Nie na zewnątrz. - kontynuował, rzeczywiście urywając temat przeznaczenia - W taką pogodę lepiej zatrzymywać się gdzieś, gdzie jest ciepło, niż spędzać czas na powietrzu. Jeszcze skóra wyschnie, a patrząc na Ciebie...
Tutaj odwrócił się w kierunku rozmówczyni, posyłając jej tajemniczy uśmieszek.
- ...byłaby wielka szkoda, żeby Ci się coś takiego przytrafiło. - dokończył.
Czysty fakt, czy komplement? Faust znał odpowiedź.

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

avatar



Liczba postów : 41


PisanieTemat: Re: Boisko do siatkówki   19.12.12 16:38

Do rękoczynów nie doszło, ale nie jest to całkowicie niemożliwe, to już zależy od tego, co się będzie działo za chwilę. Podobnie jest z resztą z tym jej byciem miłą. To nawet dobrze, jeśli pomyślał o niej jak o miłej osobie. Właśnie takie wrażenie powinna sprawiać. Jego skryte zamiary, a raczej wizje zrobienia dziewczynie krzywdy dla własnych pobudek nie mogą się ziścić tak łatwo, a to dlatego, że trafił właśnie na nią. Co za tym idzie, jest piekielnie trudnym przeciwnikiem w walce, nawet jak nie używa do tego magii.
I chociaż znacząco patrzyła się na jego ręce w kieszeniach, nie skomentowała. Każdy robi jak chce, tworząc własne indywiduum. A jeśli miałaby wlepiać minusowe punkty właśnie za takie drobnostki to byłoby przegięcie.
Z tego co się dowiedziała, to nie uznawał szkoły jako więzienia, a to jest całkiem pozytywne.
- Nie będę już tworzyć własnej definicji "szkoły", więc mogę zaznaczyć że w tym przypadku po części myślimy podobnie. - W szkole spędza się większość dnia i w ogóle czasu, więc zamiast z tym walczyć, chyba lepiej jest ciekawiej spędzić ten czas.
Stała w miejscu, nie odwracając się, gdy tak sobie spacerował wokół niej, patrzyła się tylko w tedy, kiedy miała go w zasięgu wzroku.
- Cholera, czyżby mnie przejrzał? - rzuciła ściszonym głosem, niby to do siebie, chociaż chłopak wciąż raczej mógł to usłyszeć. Wyprostowała się, czekając aż znowu pojawi się w jej zasięgu wzroku.
- Przeznaczeniu? W każdym bądź razie, dziękuję za przyniesienie piłki. - uśmiechnęła się zaczepnie. Zależy, który moment, zdarzenie nazwie przeznaczeniem. To, że był tam i mógł przynieś piłkę, czy dla niego że to ona się tu kręciła. Nadia nie prosiła w duchu, żeby ktoś przyniósł piłkę, chociaż było to bardzo pomocne z jego strony. A czy on chciał spotkać kogoś, w tym przypadku ją?
To nie było tak ważne, więc skupiła się na tym co następnie powiedział.
- Może jest trochę zimno.. - zaczęła, patrząc w bok i zastanawiając się co powiedzieć dalej. Zawsze można rozgrzać się biegając, albo przytulając, no ale nie o tym teraz. Przebywać gdzieś, gdzie jest ciepło? Tak samo ważne jest też wyjście na świeże powietrze. W momencie, gdy wspomniał o skórze, kącik jej ust uniósł się delikatnie do góry. Wolną dłonią pomacała się po policzku, patrząc gdzieś w niebo. - Chyba mi to nie grozi. A nawet jeśli, to co teraz zrobię..? - Nie ma jak się ogrzać, oops. Kiedy zakończyła proces sprawdzania stanu własnej skóry, przeniosła wzrok na niego i przyglądając się mu krótką chwilę, głośno nabrała powietrza do płuc, jakby zobaczyła coś strasznego, dziwnego.. - Moja skóra jest bezpieczna, ale twoja chyba nie ma się najlepiej. - stwierdziła i już znalazła się przed nim, żeby delikatnie pociągnąć go za policzek. Był niewiele wyższy, więc nie sprawiało jej to większego problemu. Czemu to zrobiła? Sprawdza jego skórę, oczywiście. Fakt, komplement.. Nie była pewna co do Fausta, ale zauważyła że w ogóle mówił w taki sposób.. Póki go jeszcze nie znała, nie odbierała tego szczególnie. Może zazwyczaj to u niego norma? Korzystając z okazji, patrzyła się w bursztynowe tęczówki chłopaka, jakby chciała się od nich czegoś dowiedzieć.

_________________
Ad.1
>Myśli Iwana.
>Myśli Nadii.

xxxxx
x
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

avatar



Wiek : 25
Liczba postów : 39


PisanieTemat: Re: Boisko do siatkówki   20.12.12 22:34

Szkoda. Temat szkoły, który winien być omijany jak ogień przez uczniów, mógł tutaj spotkać się z całkiem interesującym rozwinięciem. Faust posmutniał w duchu na wieść, że jednak nie miało do czegoś takiego dojść. Czym dla bohatera jest szkoła, a czym dla jego koleżanki? Gdyby dwójka odpowiedziałaby sobie na te pytania, to mogłaby z tego wyjść dość wartka dyskusja. Wymiana zdań to świetna sprawa, ale staranie się przekonywać drugą osobę - oczywiście w sposób jak najmniej nachalny - do słuszności swej własnej tezy, jak również odpowiadanie na takie próby rozmówcy było również świetną zabawą. To nie miała być kłótnia, przy której każda ze stron trzymałaby się wersji "moja racja jest mojsza, niż twojsza". Nie było szans, żeby przynajmniej Faust potępiał zdania Nadii, jeśli to wielce różniło się od jego własnego. Zapewne mógł spodziewać się tego samego od strony dziewczyny. Chyba jeszcze nie zdążyła wyrobić sobie jakiegoś bardzo złego zdania o bohaterze, żeby na siłę tłamsić jego "głupią argumentację". Choć była taka możliwość, którą Faust również zaakceptuje. Przecież konwersował z kobietą.
Przystanął na chwilę, stając do dziewczyny plecami. Wziął głęboki wdech, by z wolna wypuścić powietrze w długim wydechu.
- Nikt nie powinien się ruszać w taką pogodę na zewnątrz. Lepiej siedzieć w domowym zaciszu, z rodziną lub przyjaciółmi. - stwierdził, przeczesując włosy prawą dłonią - Jest z tym jednak ciężko. Śnieg sprawia, że Świat nagle wygląda inaczej. Chcę się być na zewnątrz i patrzeć, jak wygląda, gdy znaczna jego cześć skryta jest pod białym puchem.
Białowłosy potrafił zrobić z rzeczy błahych i naturalnych coś bardziej niezwykłego. Przecież opady śniegu to coś normalnego o tej porze roku. Czemu robić z tego coś specjalnego? Może właśnie dlatego, że taki stan nie trwa przez wszystkie trzysta sześćdziesiąt pięć dni, lecz tylko przez ich wcale nie tak wielką część?
Uśmiechnął się szerzej na pytanie rozmówczyni, odwracając się do niej. Chciał coś powiedzieć, jednak wtedy jego policzek został pociągnięty przez Nadię, co spotkało się z lekkim zaskoczeniem po stronie chłopaka. Szybko jednak uśmiechnął się ponownie, spoglądając na lico swojej rozmówczyni. Nic, tylko się cieszyć, że to ona postanowiła zmniejszyć dystans.
Faust wyciągnął w końcu lewa dłoń z kieszeni, by obie przybliżyć do swoich ust. Najpierw przetarł je kilkakrotnie, by następnie chuchnąć na ich wewnętrzną stronę. Czynności te powtórzy jeszcze dwukrotnie, by następnie położyć dłonie na polikach swojej rozmówczyni. Przechylił przy tym głowę nieznacznie w bok, zamykając oczy w jakże wesołym uśmiechu.
- Służę pomocą. - rzekł, nieznacznie pocierając kciukami twarz dziewczyny - Nie zamartwiaj się moją skórą, moja droga. Potrafię o nią dbać przy takiej pogodzie.
Wolnym ruchem zdjął dłonie z lica rozmówczyni. Opuścił je, by wolno zwisały wzdłuż tułowia. Wyprostował głowę i otworzył oczy.
- Ten Świąteczny nastrój robi swoje. Jesteśmy tak dziwnie otwarci na innych ludzi. - stwierdził, przymrużając oczy, zwieszając spojrzenie dalej na twarz Nadii.

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

avatar



Liczba postów : 41


PisanieTemat: Re: Boisko do siatkówki   21.12.12 15:08

Gdyby tylko chłopak jakimś sposobem pokazał, że temat o szkole powinien być kontynuowany - bo to go w pewnym stopniu ciekawiło, Nadia nie miała by z tym problemu. Why not? Może i była uparta, ale lepiej to było widać w innych przypadkach niż rozmowa o szkole, no cóż.. Obserwowała jego plecy, słuchając jego słów i uśmiechnęła się lekko. Delikatnie pokręciła głową przecząco na nie, ale nie widziała czy to zauważył, bo patrzyła się w dół, na czubki swoich butów.
- Na chwilę obecną nie mogę być z rodziną. Z bardzo prostej przyczyny, którą jest szkoła. A przyjaciele.. no cóż, jestem tu nowa i nikogo nie znam. - Nawet chyba nie musiała tego wyjaśniać, bo nie ma czego. Nie miała pojęcia, jak to jest tutaj z feriami i tak dalej, ale tego co się orientuje lekcje normalnie się odbywają.
A co do przyjaciół... zostali w Rosji, ich chyba też nie zobaczy aż do powrotu bliźniaków na jakąś dłuższą przerwę - dni wolne od szkoły. A zanim to się stanie może minąć trochę czasu. Oczywiście wykluczając video-chaty i inne głupoty, które raczej nie zastąpią tego, co mogło by być twarzą w twarz.
W każdym bądź razie powtórzyła sobie w myślach pierwsze zdanie. "Nikt nie powinien się ruszać w taką pogodę na zewnątrz". Dla Nadii taka pogoda jak teraz to nic w porównaniu do zim w jej kraju. Można by rzec, że jest do zimna przyzwyczajona.
- Na prawdę.. taka pogoda nie robi na mnie wrażenia.. może dlatego że jestem z Rosji. - Zasugerowała ostrożnie i się zaśmiała. Nawet w tej chwili jej płaszczyk nie był zapięty. Po za tym, wizja siedzenia w jednym miejscu bez wychodzenia na zewnątrz przez tyle czasu, nic a nic rodzeństwu nie odpowiadało. Nie żeby mieli coś przeciwko domowym zajęciom, np. pogranie w grę, obejrzenie filmu jako forma spędzenia czasu ale.. to tylko w ostateczności i tylko jak muszą siedzieć już w czterech ścianach bez innych możliwości, no i o ile nie mają na to ochoty. Ale teraz? Po co? Trzeba się oswoić z nowym miejscem i nowymi ludźmi.
Dziewczyna zastanawiała się, jak na nią zareaguje, w końcu znają się.. dopiero od kilku minut, a Rosjance zdarza się robić to, co jej przyjdzie do głowy bez zastanowienia się.. I tym razem tak właśnie się stało. Kto by pomyślał że pójdzie w jej ślady.. Poczuła ciepłe dłonie białowłosego na swoich policzkach. Zamrugała kilkakrotnie nie dając po sobie poznać, że trochę ją zaskoczył.
- A czy ja nie mówiłam, że moja jest bezpieczna..? I chyba nie sugerujesz, że ja nie potrafię, co? - zapytała ciszej, ale to że się "zaopiekował" jej skórą na twarzy zbytnio jej nie przeszkadzało, więc uśmiechnęła się tylko zadziornie.
- Hm.. Coś w tym jest, chociaż w moim przypadku staram się nie ograniczać tylko do okresu świątecznego. No ale nie zawsze wychodzi.. - oops, czy ona nadal trzymała go za policzek? Że to też nie utrudniało mu mówienia.. Może troszeczkę. Dlatego dla podkreślenia swoich ostatnich słów pociągnęła go jeszcze, byleby nie przesadzając i puściła. Oczywiście nie mogło zabraknąć na jej twarzyczce cynicznego uśmieszku.

_________________
Ad.1
>Myśli Iwana.
>Myśli Nadii.

xxxxx
x


Ostatnio zmieniony przez Nadia & Iwan dnia 23.12.12 14:16, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

avatar



Wiek : 25
Liczba postów : 39


PisanieTemat: Re: Boisko do siatkówki   22.12.12 20:06

Nie potrafił czytać w myślach, ani dostawać się do ludzkiego umysłu przez wgląd na oczy celu. Czemu więc z dziwnym zaangażowaniem wpatrywał się w te należące do Nadii? Oszukiwał sam siebie i starał się tam coś znaleźć, jak chociażby "instrukcję obsługi" tej dziewczyny, by móc za chwilę zrobić kilka głupstw? A może po prostu dawał jej do zrozumienia o swojej pewności siebie; że nie był facetem, który boi się patrzeć w oczy dziewczynie podczas rozmowy, bo się wstydzi i nie ma w jego słowach ani krzty nieszczerości? W najgorszym wypadku, choć najbardziej prawdopodobnym, po prostu spodobał mu się niecodzienny kolor tęczówek. Przy akompaniamencie ładnej buzi raczej ciężko jest sprawić, żeby typowy samiec gdzie indziej skoncentrował swoje spojrzenie, nie wkładając w to jakiegoś wysiłku.
- Ranisz mnie. - powiedział posmutniałym głosem, zamykając oczy i schylając nieznacznie głowę, choć nie tracąc uśmiechu na twarzy - Czuję się teraz taki...nieznany przez Ciebie.
Ponownie spojrzał na oczęta swojej rozmówczyni. Miał nadzieję, że zaraz nie zostanie uznany za jakiegoś skromnego samokrytyka. Tylko sobie łagodnie zażartował, być może chcąc zaznaczyć pewną subtelną nieprawdę w słowach, które usłyszał od Nadii. W ten sposób chciał jej zakomunikować, że od właśnie tych kilku minut, przez które prowadziła z białowłosym rozmowę, przestała być samotną wysp. Chyba nie sądziła, że Faust miał znajomość z nią gdzieś i konwersował z braku innego, lepszego zajęcia!
- Ho! Rosja. - rzekł, zamykając lewe oko - Chyba rzeczywiście nie mam podstaw żeby się o Ciebie martwić.
W rzeczywistości nie potrzebował żadnych. Zabawa w nadopiekuńczego faceta miała za zadanie wymusić na dziewczynie jakichś reakcji. Zdenerwowanie, że była traktowana jak "płeć słabsza", albo radość, że ktoś się o nią troszczył. Faustowi było wszystko jedno. Mógł być potraktowany na tysiąc różnych sposobów za to, że martwił się o takie "byle co" jak skóra Nadii. Kto normalny zacząłby wspominać o takich rzeczach?
- Założę się, że potrafisz o wiele lepiej ode mnie. - zaśmiał się, przesuwając prawą dłoń wyżej, by otrzeć ją o swój bok - Jako dziewczyna chcesz chyba ładnie wyglądać, nie ograniczając się wyłącznie na wyborze odpowiedniego stroju. Na tym polu z Tobą przegram. Wystarczy, że posmaruję się pierwszym-lepszym kremem, byleby spełniał swoją robotę.
Wystarczyło, żeby Nadia nie używała zbytniej siły przy ciągnięciu polika chłopaka, żeby temu to nie przeszkadzało. Gaust chętnie by wykonał podobny zabieg na rozmówczyni, samemu jednak ciągnąc mocniej, żeby napawać się widokiem ładnej twarzy zalanej bólem i cieszyć się z niej. Przez głowę przeszła mu nawet myśl, żeby bezczelnie dziewczę rozebrać. Nie do naga. Po prostu pozbawić dwóch, wierzchnich warstw odzienia, żeby zimno powietrza oddziaływało na Nadię dość skutecznie. Nawet będą Rosjanką w takim zimnie nie wyglądałaby zbyt radośnie.
W pewnej chwili położył prawą dłoń na ramieniu dziewczyny, uśmiechając się szerzej.
- To może przestaniesz się tylko starać? - zaproponował - Chcesz, żeby inni się na Ciebie otworzyli? Sama bądź na nich otwarta. Na mnie to zadziałało, jak widzisz.
Fakt faktem, że Faust zapoczątkował rozmowę. Nadia mogła go jednak odrzucić. Mogła zabrać piłkę, odstawić na miejsce i po prostu odejść, nie chcąc tolerować towarzystwa jakiegoś "randoma". W rzeczywistości "świąteczna atmosfera" to wymysł ludzkiego umysłu. Na święta wszyscy chcą być dla siebie mili, bo niby tak wypada. W takim razie białowłosy był w świątecznym nastroju przez cały rok. Dla niego święta były cały czas. Z takim podejściem komunikacja z ludźmi była o wiele łatwiejsza.

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

avatar



Liczba postów : 41


PisanieTemat: Re: Boisko do siatkówki   24.12.12 16:19

Odwróciła się na moment, żeby rzucić piłkę do kosza z resztą piłek. Bez problemu trafiła z takiej odległości. Ponownie zwróciła się do chłopaka, patrząc zaciekawiona. Nadia była zbyt pewna siebie, żeby odwrócić wzrok nawet jeśli osoba trzecia zinterpretowałaby ich właśnie w błędny sposób. Bądź co bądź, nie tylko on jeden przyglądał się nietypowym tęczówkom dziewczyny, a wraz z Iwanem byli jednymi z nielicznych którzy w takich "lubują".
Jego słowa trochę zdezorientowały dziewczynę.
-O..? - Teraz już zrozumiała o co chodzi więc powstrzymując się od śmiechu, uśmiechnęła się lekko i sięgnęła dłonią ku jego włosom, żeby zaraz je pogładzić - zupełnie jak zwierzątko. Oczywiście nie mogła się powstrzymać od głośnego "Awwww :3"
- No niech będzie, że oprócz Ciebie. - Dodała, gdzieś w duchu przyznając mu rację. Zabrała swoją dłoń. Ten gest nie był wykonany w taki sposób, jaki powinien - dziewczyna gładziła je jak futrzaka, trochę zbyt gwałtownie. Jeszcze by sobie coś pomyślał..
Przy ewentualnym mijaniu chłopaka przy kolejnym, przypadkowym spotkaniu na pewno nie będzie obojętna, a to już coś znaczy. W tej chwili też go nie olała, a całkiem przyjemnie jej się rozmawiało. Teraz zastanawiała się w jakim domu jest i ile ma lat, czy też z którego rocznika jest. Ta informacja nie tylko przyda jej się prywatnie, ale jako prefekt przynajmniej będzie wiedziała kogo karać.. Ewentualnie nagradzać. Ale kto wie, co się kryję za tą miłą zasłoną Fausta? Może on taki jest, ale o tym Nadia przekona się z czasem. Gdyby nie chciał z nią rozmawiać, już dawno by go tu nie było.
- Co Cię wcale z tego nie zwalnia, skoro już zacząłeś. - Już by się chciało, co? Nadia nie była poważna w tej chwili, wcale nie potrzebowała niczyjej opieki.
- No ale.. Ja bym sobie nie poradziła? - stanowczym ruchem oparła rękę na biodrze. Brakowało jeszcze tego, żeby zarzuciła grzywą, no ale bez przesady. Co prawda nie znała jego intencji, może to trochę dziwne, że martwił się o jej skórę ale wszystko sprowadzało się do charakteru i uosobienia. Czy to ma jakieś znaczenie w tej chwili? Po za tym nadopiekuńczość drugiej osoby ni jak nie ukazuje siły Rosjanki, a jej reakcja zależy w jaki sposób ta osoba ukazała całą tą swoja troskę, nawet jeśli nie była szczera.
- "Chce ładnie wyglądać"? Ja zawsze ładnie wyglądam. - Skomentowała jak gdyby nigdy nic i wcale nie wywodziło się to z tego, że była zadufana w sobie. Nawet sama się lekko zaśmiała. Niryoku chyba nie miał pojęcia, że sama wolałaby mocniej pociągnąć jego policzek, z tym faktem że nie byłoby to aż takie podziwienie, ale zawsze coś. Z pewnością gdyby była pozbawiona swoich ubrań, nawet tylko tych górnych - o ile chłopakowi udałoby się to w ogóle zrobić - na pewno nie stałaby żałośnie, a oddała z nawiązką. Jakby rzeczywiście znalazła się w takiej sytuacji to w tedy można by się o tym przekonać.
- No przecież mówię, że nie zawsze wychodzi. No ale rzeczywiście, tym razem się udało. Chyba. - Nie odrzucała bo i tak nie miała lepszego zajęcia. Nawet jakby go nie lubiła - to było ciekawsze niż po prostu dać mu odejść. Co nie znaczy, że byłaby nachalna i trzymała go na siłę. Co to to nie.

_________________
Ad.1
>Myśli Iwana.
>Myśli Nadii.

xxxxx
x
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

avatar



Wiek : 25
Liczba postów : 39


PisanieTemat: Re: Boisko do siatkówki   24.12.12 23:01

Spotkanie z dziewczyną okazało się o wiele bardziej owocne, niż Faust mógł na początku się spodziewać. Jej reakcje były tak nieprzewidywalne, że aż bardzo intrygujące osobę bohatera. Krótka rozmowa wystarczyła, żeby zaskarbić sobie sympatię Nadii, tym samym powiększając listę dobrych koleżanek o jedną osobę. To stwarzało perspektywy na przyszłość. Jeśli białowłosy nie będzie miał albo ochoty, albo możliwości bycia świadkiem różnorodnych zachowań od strony nieznajomych dziewcząt, to zawsze będzie mógł starać się znaleźć swoją nową koleżankę, gdy ta będzie miała wolną chwilę. Z tej znajomości mogły płynąc praktycznie same korzyści.
Kolejna reakcja Nadii nie była jednak przyjęta w stu procentach pozytywnie. Bycie głaskanym po głowie jak jakiś szczeniaczek nie było rzeczą fizycznie nieprzyjemną. Niestety zachowanie dziewczyny zostało odebrane przez Fausta jako ofensywa na jego męskość. Żeby być głaskanym jak zwierzątko, czy - broń bożę - jakieś słodkie dziecko? Nie miał zamiaru swojej częściowej (Bycie głaskanym miało też dobre strony. To całkiem przyjemne uczucie.)dezaprobaty okazywać jakoś poważniej, robiąc obrażoną minę czy wręcz mówiąc o tym głośno. Zamiast tego podniósł prawicę i delikatnie pochwycił przedramię dziewczyny, by odsunąć je nieco wcześniej, niż to właścicielka planowała. Miły uśmiech jednak nie schodził z facjaty chłopaka.
- Cieszy mnie to. - rzekł, opuszczając rękę.
Miał nadzieję, że w ten sposób łagodnie da dziewczynie do zrozumienia, że do głaskania musi sobie znaleźć zwierzaczka. Choć w rzeczywistości nie myślał, że tak się rzeczywiście stanie. Mógł spodziewać się od Nadii wszystkiego. Może znowu zacznie ciągnąć go za policzek, skoro wcześniej taki proceder nie spotkał się z brakiem akceptacji ze strony Fausta?
- Wiedz, że wierzę w Ciebie. - Białowłosy położył prawą dłoń na swojej klatce piersiowej - Po prostu już się z Tobą na tyle zżyłem, że podświadomie nie chcę, żeby Ci się coś złego stało. Jako Twój nowy kolega, ale również jako facet. Mam jednak nadzieję, że nie zabrzmiało to jakoś...seksistowsko.
Nie chciał robić z siebie nagle jakiegoś typowego maczo, dla którego każda niewiasta to dosłownie "płeć słaba", którą trzeba chronić, bo sobie nie poradzi. Jego rozmówczyni dała w sumie sama znać o swojej pewności siebie chwilę później. Swoimi słowami i zachowaniem wręcz w pięknym stylu dała znać, że nie była "typową", miękką dziewczyną. Zrobiła tym wrażenie na białowłosym. Może dlatego, że część niego spodziewała się większej skromności po kobiecie?
- Tylko nie mów, że muszę zaraz Cię przepraszać za niepotrzebne zamartwianie się. - zaśmiał się, zamykając przy tym na chwilę oczy.
Konwersacja, jeśli nie opierała się o nadopiekuńczość, to schodziła na temat otwartości. Faust podniósł dłonie na wysokość klatki piersiowej, otwartą stroną skierowaną do dziewczyny i mocno rozstawił palce.
- Dam sobie rękę uciąć, że maksymalnie na tylu palcach możesz zliczyć osoby z Elizabeth, które na Twoją otwartą postawę i chęć poznania odpowiedzą w negatywny sposób. - rzekł po chwili, spoglądając na dziewczynę przymrożonymi oczami - Chyba Twój brak znajomych nie jest przyczyną Twojego nieuzasadnionego strachu przed nieznajomymi, hmm?
Opuścił dłonie. Najwidoczniej spodobała mu się pewna postawa Nadii, skoro ostatnimi słowami wręcz chciał na niej wymusić, by dała kolejne świadectwo swojej pewności siebie. Choć przy innej reakcji raczej się nie obrazi. Jak to Faust.

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

avatar



Liczba postów : 41


PisanieTemat: Re: Boisko do siatkówki   25.12.12 3:27

Nawet nie pomyślała, że w ten sposób mógł o niej myśleć, oczywiście nie miałaby nic przeciwko ponownemu spotkaniu z Faustem, bo sama dobrze się przy tym bawiła. A dalej Nadia sprawdzała jego reakcję, delikatnie badając grunt i granicę, w którym momencie zacznie mu się to nie podobać. Uśmiechnęła się delikatnie i nie oponowała, gdy jej ręka została zepchnięta. Przynajmniej wiedział i potrafił pokazać swoje. Normalnie nie poszukałaby sobie zwierzaczka, a zrobiłaby go z kogoś, z tym faktem że Niryoku dał jej do zrozumienia, że raczej nie z niego. I bardzo dobrze. Z jednej strony cieszyła się z tego. Nie chciała go mieć za wroga jak do tej pory, a to bardzo dobrze. No ale, nie jest taka okropna. Nawet miło spędza czas tak po prostu stojąc w mrozie, którego nawet nie zauważała. Gorzej było z Faustem, ale jakoś sobie radził.
- Mnie też, mnie też.. - Dodała ciszej. Nie tylko z nowej znajomości, ale z tego jak najbardziej też. Chodziło o jej rozmyślania jeszcze parę sekund temu. Przynajmniej wiedział, że była zdolna do wszystkiego. Ale to chyba mu niewiele pomoże. Tak też z resztą jest ciekawiej.
- Ok. - podniosła kciuk do góry przyglądając mu się rozbawionymi oczami. Wierzy w nią, aw yeah. Ale na tym nie skończyła, a jej dłoń wróciła na poprzednie miejsce.
- Tak tylko.. troszeczkę. Ale to nic, ja też się z Tobą zżyłam, będę wyrozumiała.. i po prostu wiem, co czujesz. - uśmiechnęła się, nie była przy tym całkowicie poważna, ale wcale się z niego nie nabijała. Chyba wiedziała o co mu chodzi, i tyle.
- Nie, nie.. tym razem Ci odpuszczę. - Ukazała swoje białe ząbki w uśmiechu, żeby zaraz zawtórować chłopakowi śmiechem. Teraz jednak ponownie dzisiejszego dnia poczuła się.. zaskoczona gdy usłyszała co powiedział, więc patrzyła najpierw na Fausta, a potem na jego rękę. Uraczyła go tajemniczym uśmiechem i podniosła swoją dłoń. Zbliżyła ją do tej chłopaka i palcem wskazującym, jego końcówką delikatnie "stawiała" na opuszkach białowłosego w ten sposób wyliczając, poczynając od kciuka. Kiedy była już przy małym palcu chłopaka, przez chwilę trzymała go w bezruchu. Mógł już zacząć się niecierpliwić, kiedy przesunęła palec dalej, czyli w miejscu, w którym powinien znajdować się kolejny palec, ale te Faustowe się skończyły, więc nie mogła kontynuować wyliczanki. Westchnęła głośno.
- Dasz...? Chyba nie chciałbyś być pozbawiony ręki. - stwierdziła, wracając wzrokiem na chłopaka. Co prawda jej wolna, opuszczona dłoń lekko drgnęła.. ale nic po za tym, a chwilę później dołączyła do niej druga dłoń, którą jeszcze trzymała w powietrzu. No cóż, ludzie byli różni i chwała im za to. Tak samo jak reakcje.. bo przecież kto by wytrzymał z takimi bliźniakami. Do tego dochodzą ich charaktery.. brr.
- Nie, to raczej nie to. Może na to nie wygląda, ale to ja bywam "tą straszną". - Pokręciła przecząco głową na "nie". Nie bała się ludzi, ani ich reakcji. Czego tu się bać? Wypowiadając ostatnie słowa przypomniała sobie swoich przyjaciół i różne sytuacje z nimi związane. Od razu poczuła pewną tęsknotę, ale tutaj, w St. Elizabeth raczej nie będzie żałować tego, że się w tym miejscu znajduje. To już zależy od ludzi. Jedne relacje będą pozytywne, a drugie negatywne. Nadezhda będzie zadowolona z obu. Bo przecież każda osoba ma jakąś cechę, cokolwiek co ją zaciekawi. I to się właśnie liczy.

/wybacz jeśli coś jest niejasne iwgl ale skasował mi się post i pisałam go drugi raz więc jest trochę gorszy..

_________________
Ad.1
>Myśli Iwana.
>Myśli Nadii.

xxxxx
x
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

avatar



Wiek : 25
Liczba postów : 39


PisanieTemat: Re: Boisko do siatkówki   25.12.12 21:25

Jeśli Faust zacząłby mieć nawyki, żeby coś planować i nie spodziewać się niespodziewanego, to pewnie mógłby teraz śmiało powiedzieć "Keikaku Doori*". Bo na co mógł liczyć każdy, zdrowy na umyśle mężczyzna, kiedy podchodzi do nieznajomej? Chyba nie kopa w jądra, ewentualny strzał w pysk i teksty, że jest frajerem, gnojem i nieudacznikiem. Żeby nie było - białowłosy mógł się zaliczać do właśnie takich chorych osób, bo taką agresję ze strony kobiety przyjąłby dość naturalnie. Jak to on.
Przyszła pora na lekką zmianę. Bohater wiedział już, że w rozmowie ze swoją nową koleżanką mógł liczyć na pewne zachowania. Dawała mu sygnały, że nie czuła się przy nim zbytnio skrępowana i równie dobrze może zaraz zacząć gadać o największej głupocie, jaka przyjdzie mu do głowy. Teraz tylko przydałoby się stwierdzić, czy odczucia Fausta były prawdziwe. Przy okazji przydałoby się zmienić temat, bo ciągłe gadanie o otwartości i wierze w drugą osobę mogło stawać się już nudne i z pięć razy pojawiły się konkretne odpowiedzi na te tematy. Skoro dziewczyna tak świetnie dawała się prowadzić bohaterowi, to ten dalej będzie to robił.
- Co robisz ciekawego na Święta? - spytał - Możesz zarzucisz mi jakimś fajnym pomysłem, bo osobiście nie mam jakichś planów. Może coś upiekę, przebiorę się za Mikołaja i będę rozdawał łakocie napotkanym uczniom. W ostateczności pojadę do rodziny...choć nie. Znając matkę, to ona przyjedzie do mnie.
Bo o czym innym można rozmawiać o tej porze roku, jak nie o Świętach? Pewnie się Nadia ucieszy, że przebiegiem tychże z jej udziałem białowłosy się interesował. Byleby nie było wtopy, że Święta dziewczyny zapowiadały się...mało kolorowo. Jednak zaryzykował.
Zabawę palcami przyjął z szerszym uśmiechem. Robiła coś, przez co nie czuł się jak jakiś zwierzak. Nie mogła więc liczyć na brak aprobaty z jego strony. Zachowanie dziewoi tylko dobrze świadczyło o jej relacji z chłopakiem. Jeśli nie bała się go ruszać, to pewnie go akceptowała. To powód do radości, nie do zmartwień.
- Nie będę przez to pozbawiony ręki. Uwierz. - Chyba dziewoja nie sądziła, że jej rozmówca nie był pewny swego!
Faust miał już okazję doświadczyć, że jak się otworzyć na większość uczniów St. Elizabeth, to oni odpowiedzą tym samym. Czasem jednak warto nie chwalić się tym, do którego się należy domu. Głupotą jest bowiem patrzeć przez taki pryzmat na innych, jednak zwykle tak się dzieje. To dość smutne.
- Wpadłem na pomysł. - stwierdził białowłosy, przymrużając oczy i kładąc palec wskazujący dłoni prawej ręki pomiędzy obojczykami dziewczyny - Wykorzystam Cię.
Specjalnie zastosował pauzę, patrząc swojej rozmówczyni w oczy. Dopiero po chwili uśmiechnął się szerzej i zamknął oczy, robiąc tym samym bardziej wesołą minę.
- Ale to zależy, czy nie masz nic do bezsensownego jedzenia. - Odsunął palec - Czasem udaje mi się coś upichcić, a samemu jeść mi się tego po prostu nie chce. Raczej zawsze smakuje mi to, co sam dla siebie robię, więc czasem przydałaby mi się jakaś krytyka osoby trzeciej. Rozumiesz?
Wystawił język na sekundkę. Dał tym do wiadomości, że wiedział o "dwuznaczności" jego poprzedniej wypowiedzi. Przynajmniej Faustowi się wydawało, że mógł sobie tak żartować.

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

avatar



Liczba postów : 41


PisanieTemat: Re: Boisko do siatkówki   27.12.12 1:00

W momencie kiedy okazał jako takie zainteresowanie i to, że pewne jej zagrywki do tej pory znosił.. To tak, nie czuła się skrępowana w żadnym stopniu i robiła co jej na myśl przyszło. Oczywiście w pewnych granicach, bo choć była zdolna to nie wszystko było wykonalne, czyż nie? Musiałoby to być zgodne z jej zamiarami.
- Fajnym pomysłem? Przecież twój nie jest zły... więc jakbyś się na to zdecydował to byłabym skora się dołączyć.. Poinformujesz mnie, o. Moim pomysłem jest owinięcie się we wstążki i udawanie prezentu. No a tak po za tym pewnie będę oglądać "świąteczne" nagranie mamuśki, które na.. mi wyśle. Wiesz, jakaś piosenka przy akompaniamencie fortepianu z dedykacją. - Skąd ona to wiedziała.. Gorzej, jak ona albo Iwan mieli rzępolić na fortepianie "na święta, przy obiadku" itp.. To była masakra. No bo jak to by wyglądało, że muzykalna matka, a dzieciaki nic nie potrafią. Przynajmniej było zabawnie.. momentami. No ale, rozproszyła swoją uwagę myśląc o tym a trzeba było się skupić, co jest teraz.
Żeby Niryoku jeszcze mógł ją jakoś poinformować co zamierza.. trzeba mieć jakiś kontakt bo szczerze wątpiła żeby szukał jej po całej St.Elizabeth. Ale o tym później.
Tym razem nie przeszkadzało mu to, że wykorzystała jego łapkę do wyliczania. Taką też miała nadzieję.
- Ale jesteś pewny.. ? Tak pewny, pewny? - Sprytnym, szybkim ruchem wyjęła Kunai zza przyczepionego do uda specjalnego paska, w których to trzymała taką.. drobną broń. Nic nie było widać zza sukienki, nawet niekoniecznie mógł zdążyć zauważyć co zrobiła. I właśnie w tedy dotknął miejsca między jej dość bardzo widocznymi obojczykami. Czyli jednak nie zauważył.. Nie tym się teraz zamartwiała, bo usłyszała dość nietypową sentencję.. Wykorzysta? Czekała na kontynuację, bo chyba to nie jest koniec wypowiedzi.. prawda? Bacznie go obserwowała, zaintrygowana tym, co miał na myśli.
Raźniej jej się zrobiło, gdy chłopak się uśmiechnął. Sama mimowolnie też to zrobiła, słuchając o co chodzi.
- Mhmm.. Ambitnie. Raczej nie mam nic przeciwko, bylebym za dużo nie przytyła. I tak jem za dwóch. - Faust nie miał pojęcia o prawdziwości tego powiedzenia w jej użyciu. Nie do końca też to było prawdą, bo to nie działało w ten sposób że jak ona je to i brata karmi.. Sam musi "wejść" na jej miejsce i o to zadbać. Mimo tego uśmiechnęła się i poprawiła wolną dłonią włosy, przeciągając nią po całej ich długości.
- Chętnie spróbuję, jeśli potrzebujesz krytyki. Postaram się pomóc. - odpowiedzią na żart było lekkie akcentowanie dwóch słów, które brzmiały.. różnie, w zależności jak kto na to patrzył, a w tym przypadku można się domyślić. W tedy przypomniała sobie o żelastwie w dłoni i lekko potarła je palcem. I tak nie bardzo dało się tym uciąć ręki, więc zapomniała już o tym, ale to nie znaczyło, że już się nie przyda. Dziewczyna cofnęła się dwa kroki i z pełną gracją nachyliła do ziemi pokrytej lekkim puchem. Ostrzem narysowała coś w nim, a dokładniej był to numer telefonu do dziewczyny. Czy go zapisze, czy nie to już jego sprawa. Kolejne płatki białego puchu niedługo i tak zakryją wyrysowane w nim liczby, także o to, że nagle zaczną wydzwaniać do niej randomy się nie martwiła. Wskazała na swoje dzieło dłonią, w której spoczywał Kunai i uśmiechnęła się tajemniczo.
- Wzywaj, jak będę potrzebna. - W nawiązaniu do tego jedzenia, a także ogólnej potrzeby pokonwersowania i spędzenia jakoś czasu. Zależy, co mu tam do głowy przyjdzie. Schowała zimny sztylecik na miejsce, sprawdzając czy jest dobrze umocowany. Spodziewała się, że będzie zimny ale i tak wzdrygnęła się gdy ostrze zetknęło się z jej skórą. Tak, skórą, ponieważ dziewczyna miała na sobie zakolanówki. Zaczęła z wolna cofać się, powoli i ostrożnie stawiając kroki do tyłu. Posłała Faustowi pojedyncze, niedługie spojrzenie i uniosła dłoń żeby mu pomachać na pożegnanie i ostatecznie odwróciła się przodem do kierunku, w którym zmierzała. Oddaliła się, miała jeszcze pewne miejsce do "zaliczenia".

/zt

_________________
Ad.1
>Myśli Iwana.
>Myśli Nadii.

xxxxx
x
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

avatar



Wiek : 21
Liczba postów : 9


PisanieTemat: Re: Boisko do siatkówki   27.12.12 17:27

Nie mając nic lepszego do roboty, Diuna postanowiła że wyjdzie na dwór i trochę się przejdzie. Co prawda sam pomysł wyjście na ten mróz nie wydawał się zbytnio zachęcający ale lepsze już to niż siedzenie samotnie w pokoju, oraz od pójścia do biblioteki gdzie dwójka nauczycieli nadal mogła się kłócić. Tak, zimno jej przecież nie zabije, przynajmniej miała taką nadzieję, a za to trochę się przewietrzy. Nie znała jeszcze bardzo dobrze terenów szkoły, więc ciasno opatulona w szalik i trochę za zimny, jak na tą temperaturę, płaszcz , brnęła przez śnieg gdzie ją nogi poniosły.
Było jej zimno, ale postanowiła sobie że jeszcze przez dwadzieścia minut nie będzie wracać do ciepłego budynku. Czemu? Sama tego nie wiedziała, postanowiła tak sobie i już. Mróz szczypał w nos, więc schowała twarz jeszcze bardziej w zwałach ciepłego szalika. Efekt tego był taki że nie widziała niczego co było dalej niż zasięg jednego jej kroku. Trudno więc się dziwić że po chwili...
- Ajćk!...- Wpadła na kogoś, i odbiła się od niego lądując na zimnym śniegu. Dłonie zmarzły i zaczerwieniły się od zimna momentalnie. Także płaszcz zaczynał już przemakać. Podniosła oczy ku górze by zobaczyć z kim się zderzyła, był to wysoki, a na pewno wyższy o niej, chłopak z bardzo jasnymi, wręcz tak białymi jak śnieg, włosami.
-Ojej..przepraszam...- wybełkotała, szczękając zębami z zimna i rumieniąc się.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

avatar



Wiek : 25
Liczba postów : 39


PisanieTemat: Re: Boisko do siatkówki   27.12.12 18:43

To co dobre, zwykle się kończy. Jeśli trzymać się tej sentencji, to spotkanie i zaznajomienie się z Nadią było czymś...niedobrym. Przynajmniej nie dla Fausta. Żeby coś tak korzystnego miał kończyć? Nie w tym życiu. W następnym również. Jak będzie miał trzecie, to wtedy też nie.
Nie miał zamiaru słowami dawać dziewczynie do zrozumienia, że był pewny swego. Po prostu przemilczał tę kwestię, dając dziewczynie wolną rękę do zweryfikowania wypowiedzi swojego nowego kolegi. Jak będzie trzeba, to sama Nadia będzie mogła zając się amputacją ręki. Nawet lepiej by było, gdyby to ona się tym zajęła. Przecież to ją zapewniał, kładąc swoją łapę na szali.
Z zaciekawieniem patrzył, jak dziewczyna bawiła się malunki na śniegu. Już po pierwszych trzech cyfrach wiedział, o co jej chodziło. Białowłosy zaśmiał się cicho, wyciągając telefon z kieszeni, ruchem kciuka odblokowując i kolejnymi zacząć wklepywać numer dziewczyny. Niezupełnie spodziewał się, że będzie mógł utrzymywać kontakt z nią w taki sposób. Przypuszczał, że po prostu kiedyś ją dopadnie w korytarzu i wtedy dopiero coś ugada konkretnego. Miła niespodzianka. Może nawet nie będzie ograniczał się do robienia z Nadii testerki wypieków, tylko zabierze ją kiedy na randkę. Dziewczyna na to zasługuje!
Odmachał koleżance, gdy ta odeszła. Westchnął trochę niezadowolony, chowając telefon z powrotem do kieszeni. Grunt, że pogadał i będzie miał szansę uczynić to znowu, w innym terminie. Nie zawsze można mieć tyle szczęścia.
Wzdrygnął, gdy poczuł że coś go szturchnęło z zaskoczenia. Obrócił się i szybko zauważył, że tajemniczym agresorem okazała się blondwłosa niewiasta o niewinnym wyglądzie. Jedno spojrzenie na jej twarz wystarczyło, żeby Faust momentalnie się uśmiechnął. Uroczo, kiedy dziewczyny się o niego potykają. Szkoda tylko, że w tym wypadku może się to źle skończyć.
- Wybacz, że Ci zagrodziłem drogę. - stwierdził, wystawiając prawą dłoń do nieznajomej, chcąc udzielić jej pomocy ze wstaniem.
Chwilę później nawet nachylił się nad blondynką, by pomóc jej otrzepać się ze śniegu. Chyba nie sądziła, że jej Faust nie pomoże?
- Następnym razem spróbuj mnie wyminąć, żebym Ci nie przeszkadzał. - otrzepał ręce, po czym schował je do kieszeni.
Tym razem powinno mu zostać przebaczone, że zachowuje się lekko niekulturalnie.

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

avatar



Wiek : 21
Liczba postów : 9


PisanieTemat: Re: Boisko do siatkówki   27.12.12 19:21

-Nie..To..ja..przepraszam..powinnam...uważniej..patrzeć..na drogę- Zęby szczękały jej tak mocno że nie mogła wypowiedzieć składnego zdania. Zrobiło jej się miło gdy chłopak pomógł jej wstać i nawet otrzepać się ze śniegu. Sądziła że penie odburknie coś do niej o tym żeby patrzyć gdzie się idzie i pójdzie w swoją stronę. A tu niespodzianka, białowłosy zachował się bardzo grzecznie i przyjaźnie w stosunku do niej. Co prawda miło i ciepło w sercu, nie znaczy ciepło na ciele. Diuna kichnęła, nie zdążyła nawet przykryć sobie ust, przez co była teraz zaróżowiona nie tylko z zimna ale też ze wstydu.
-Przepraszam..to było..nie kulturalne z ..mojej strony..-Powiedziała, a jej słowa przerywało dźwięczenie jej zębów.Zaczęła machinalnie robić to, co robią zazwyczaj ludzie gdy jest im zimno. Potupała chwilę małymi stopami w miejscu i chuchnęła w ręce których prawie nie czuła.
Zrobiło jej się trochę lepiej i już tak nie szczękała.Teraz trochę lepiej mogła zrozumieć co się właściwie stało. Rozglądnęła się dookoła, za nią widniała duża plama ubitego śniegu, przed nią stał wysoki, białowłosy i..Diuna przyznała to sobie w duchu, całkiem przystojny chłopak. A znajdowali się w pobliżu boiska. Gdy spojrzała pod nogi zauważyła że jej rapidograf leży na śniegu. Podniosła go szybko i sprawdziła czy nic mu nie jest, na szczęście nie było. Schowała go do kieszeni i jeszcze raz popatrzyła na chłopaka.
-Czy mogę zapytać, jak masz na imię? - wydawało jej się że skądś go zna ale nie była tego pewna. Zawsze gdy spotykała kogoś kogo nie znała była zestresowana i nadmiernie uprzejma.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

avatar



Wiek : 25
Liczba postów : 39


PisanieTemat: Re: Boisko do siatkówki   27.12.12 23:01

Czasem dzieje się tak, że sposób interakcji z innymi osobami Faust ustalał zgodnie ze swoim humorem i wstępnej ocenie nowego rozmówcy. Chyba minęła ledwie minuta, a już białowłosy uznał nowo napotkaną niewiastę za skromną, miłą osóbkę. Dodał do tego swój strasznie dobry humor po poznaniu Nadii i doszedł do wniosku, że zamiast grać typowego siebie - spokojnego, miłego kolesia - pobawi się nieco z nieznajomą, zgrywając przy niej kogoś z nieco innym usposobieniem. Pewnie będzie się świetnie bawił patrząc, jak dziewuszka będzie reagować na jego grę. W sumie po to chciał to zrobić - poznać reakcję blondyny, jeśli będzie zachowywał się w sposób X.
Na przeprosiny dziewczyny zareagował dziwnym, tajemniczym uśmiechem. Przymrużył też swoje bursztynowe ślepia, którymi wręcz pożerał teraz jestestwo nieznajomej.
- Powiedziałem, że to moja wina. - stwierdził ni to spokojnie, ni to z nutką złości - Chcesz się ze mną teraz kłócić? Chcesz, żebym się obraził?
Faust wybrał rolę dobrego, czarnego charakteru. Niby był miły, ale chciał to okazywać w nie tak miły sposób. Normalnie pewnie zareagowałby...tak, jak to zrobił na kichnięcie dziewczyny. Uśmiechnął się miło, wyciągnął prawicę i pomachał dłonią na wysokości swojej klatki piersiowej, co było niewerbalnym sposobem na powiedzenie "nie przejmuj się tym". Sam przecież nie wykazywał się należną kulturą, trzymając łapy (teraz łapę) w kieszeniach, rozmawiając z damą. Choć tutaj blondynka i tak wykazała się większym obyciem, przepraszając na głos. Białowłosy tego nie zrobił. Oczekiwał jej wyrozumiałości, czy czekał na ochrzan? Pewnie na wszystko. Oczekiwał nieoczekiwanego!
Schował dłoń do kieszeni i zauważył upuszczony przez dziewoję przedmiot. Momentalnie wystawił prawą nogę w kierunku do zguby, jak gdyby przygotowując się do jej podniesienia. Niestety był zbyt wolny. Mimo chęci ponownej pomocy blondyna okazała się być na bardziej dogodnej pozycji, żeby Faust nie musiał się przemęczać. Cofnął więc nogę i stał znów wyprostowany.
Kolejna okazja, żeby się pobawić w "tego prawie złego". Sytuacja była podobna, jak przy pierwszej odpowiedzi - tajemniczy uśmiech, przymrużone oczęta patrzące tak, jakby sięgały wgłąb duszy dziewczyny.
- Możesz zapytać. - odpowiedział, uśmiechając się na chwilę miło, jednak szybko przybierając poprzedni wyraz twarzy - Ale ja nie muszę odpowiadać.
Ciężko mu było się tak bawić. Twarz rozmówczyni była tak urocza, że ciężko było nawet grać osobę nieco mniej miłą, niż się jest w rzeczywistości. Faust nie miał szans, żeby nie dać dziewczynie odpowiedzi. Miał zamiar to zrobić jakoś inaczej.
Wyciągnął dłonie z kieszeni i chwycił dziewczyny za policzki. Mocno? Nie.
- Powtarzaj za mną. - rzekł - Bin-bou-ga-mi Ni-ryo-ku.
Przy każdej sylabie tak ruszał dłońmi, żeby ustawiać usta blondynki w odpowiedni sposób. Zupełnie tak, jakby przedstawiał się ustami dziewczyny. W końcu ją puścił, śmiejąc się cicho.
- Miło poznać.

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

avatar



Wiek : 21
Liczba postów : 9


PisanieTemat: Re: Boisko do siatkówki   27.12.12 23:50

Diuna, która przyglądała się chłopakowi uważnie, zaobserwował zmianę w sposobie jaki mówił a także patrzył na nią. Poczuła się trochę nieswojo, a gdy się odezwał nie wiedziała co ma zrobić.Nie zastanawiała się jednak długo i zaśmiała się cicho. Może nie było to zbytnio grzeczne ale to co powiedział było dla Diuny bardzo śmieszne, to jakby wymuszone wręcz niezadowolenie,i ten skrywany gdzieś głęboko uśmiech. Po chwili odkaszlnęła i nadal mając leciutki uśmiech na ustach powiedziała:
- Ależ nie, zdecydowanie nie chcę się z Tobą kłócić jak również prosiła bym byś się na mnie nie obrażał, nie zasługuję na to by zaprzątać Ci głowę. Nie było jej zbyt wygodnie patrząc tak przez dłuższy czas, choć przyzwyczaiła się już przez te wszystkie lata. Niemniej jednak, chociaż się śmiała nie była pewna która osobowość była tą prawdziwą. Czy on tak naprawdę był miły i tylko teraz, z niewiadomego jej powodu, stał się taki przykry, czy też zawsze za nic sobie miał jakieś niskie dziewczynki które na niego wpadały i tylko raz udał miłego, również nie wiadomo czemu. Gdy jednak podnosiła rapidograf z ziemi, zauważyła że on też jakby przygotował się by go wziąć. To namawiało by Diunę do przyjęcia raczej tej pierwszej opcji gdyby nie to że mógł też chcieć podnieść go tyko po to żeby jej go potem nie oddać. Zakotłowało jej się w głowie od tych myśli, nie przepadała za tego typu zagadkami, bo to sprawiało jej przykrość. Z zamyślenia wyrwały ją kolejne słowa Chłopaka. Mówił z sensem, nie musiał zdradzać jej swego imienia. Już chciała odpowiedzieć na to co powiedział kiedy nagle, białowłosy chwycił są za policzki. Podskoczyła lekko przestraszona tak nagłą i niespodziewaną reakcją. Po czym jej twarz stała się purpurowa. Stojąc bez ruchu, patrzyła tylko prosto w bursztynowe oczy chłopaka, nie wydała żadnego dźwięku, pozwoliła by skończył swoje dziwne przedstawienie się.Gdy wziął ręce policzki zrobiły jej się bardzo gorące, nie dla tego że trzymał mocno, nie, trzymał bardzo delikatnie, ale dla tego że Diuna nie przywykła do bliższego kontaktu z jakimi kogokolwiek ludźmi oprócz rodziny. Choć była zszokowana i zdezorientowana, na widok uśmiechu Chłopaka, zrobiło jej się miło i przyjemnie. To był ten sam uśmiech jakim poczęstował ją na samym początku, ciepły i niewymuszony. Diuna mimowolnie również się do niego uśmiechnęła.
-Binbougami Niryoku? - powiedziała trudem, lekko zaciągając głos do góry- Miło mi. Ja mam na imię Diuna Cortez -Uśmiechnęła się swoim zwyczajem przekrzywiając głowę na lewą stronę. Lubiła się uśmiechać, jak tylko miał okazję by to zrobić, robiła.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

avatar



Wiek : 25
Liczba postów : 39


PisanieTemat: Re: Boisko do siatkówki   28.12.12 21:46

Klapa. Najwidoczniej prawdziwe usposobienie Fausta było tak wyraziste, że dziewczyna natychmiast je złapała i podświadomie nie miała zamiaru brać zbytnio poważnie zachowań, które w kategorię statusu "charakter białowłosego" nie wchodziły. Na szczęście - choć to przecież normalne - i taka opcja pojawiła się w głowie bohatera, przy tysiącu innych. Pewnie ogólnie było jakieś pięć milionów sposobów, na jakie dziewczyna mogła zareagować. Głowa Fausta nie była jednak tak silna, by wszystko przewidzieć. Choć może była, tylko on po prostu nie chciał wszystkiego przewidywać. To by było zbyt nudne.
- Więcej pewności siebie koleżanko. - rzekł z miłym uśmiechem na twarzy - Jesteś człowiekiem jak ja. Masz prawo zaprzątać mi głowę tak samo, jak ja mam prawo zaprzątać Twoją i głowy wszystkich innych ludzi na tej planecie. Przynajmniej tak długo, jak nie daję Ci znać, że mnie to nie odpowiada.
Chyba nadszedł czas na żywe pokazanie sentencji "ze skrajności w skrajność". Pierw była Nadia, która pewnością siebie zrobiła strasznie pozytywne wrażenie na bohaterze. Nawet nawiązując do tematów o urodzie, przy których książkowe dziewczę woli zachować skromność, Rosjanka nie miała zamiaru się o tę skromność opierać. Podobno "chcieć to móc" i jeśli by chciała być ładna, to taka też by była. Ona jednak tego nie chciała. Ona po prostu była. Tylko tyle i aż tyle.
Blondynka wydawała się być pod względem osobowości odwrotnością do Nadii. Skromność biła nie tylko z jej słów, ale z jej całej persony. Już pierwsze spojrzenie Fausta wystarczyło, żeby wrzucić ją do worka z napisem "niepewne siebie". Liczył na możliwość pomyłki. Na razie jednak, akurat w tym aspekcie, rzeczywistość musiała go zawieść.
Wtem w głowie białowłosego zaświtało. Nie wiedział, czy to jakiś znak od Boga, czy jego własny umysł stworzył pewien ciekawy plan dotyczący osoby nowo napotkanej dziewczyny. Prosta znajomość? Przy okazji. Fajnie jest sobie poszerzyć grono znajomych na Naszej Klasie, bo zawsze będzie z kim się ugadać i robić głupoty. Ale z blondynką Faust mógł robić jeszcze inne, ciekawe rzeczy. Pierwszą z nich - uczynienie jej bardziej pewną siebie. Dlaczego chciał to zrobić? Żeby zgładzić stereotyp, że niewinnie wyglądające dziewczę będzie rzeczywiście niewinne. Że też mógł mieć takie dziwne weny.
- Następnym razem powiedz coś w stylu "nie zasługujesz, bym zaprzątała Ci głowę". - Od razu przeszedł do swojego dziwnego zadania, uśmiechając się szerzej.
Los był okrutny. Albo zbytnio miły. Telefon znajdujący się w kieszeni zaczął o sobie znać. Faust wyciągnął urządzenie, ruchem kciuka odblokował i sprawdził. Wiadomość od nieznajomego? Kto i jakim cudem dostał jego numer? Czyżby rodziciele chłopaka zrobili sobie jaja?
Zaśmiał się cicho, odczytując treść. Dotyczył balu. Początkowo planował iść samemu, żeby sobie z kimś pogadać i zdrowo nażreć. Trochę mu było wstyd, że został zaproszony. To powinna być jego rola, żeby znaleźć jakąś laskę i zabrać ją ze sobą. Diunę, chociażby. Choć był prawie pewny, że spotkałby się z jej aprobatą. Blondyna nie wydawała się być dziewczyną, która by po prostu odmówiła.
Palcem wystukał odpowiedź do "Pani Anonim" i bezzwłocznie ją wysłał. Schował telefon do kieszeni i westchnął.
- Przykra sprawa. Obowiązki mężczyzny wzywają. - stwierdził, zwracając się do swojej rozmówczyni - Muszę lecieć na bal. Właśnie zostałem zaproszony i jeszcze bardziej bym się ośmieszył, jeśli się nie zjawię. Jeśli możesz, to też przyjdź. Będziemy mogli tam pogadać, a ja będę mógł zachować resztki godności.
Podniósł prawicę do góry na znak pożegnania i wolnym krokiem zaczął się oddalać. Liczył, że na miejscu ponownie spotka blondynę? Miał taką nadzieję. Wiedział, że istniało jednak multum innych możliwości. Jak zawsze.

[z/t]

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content






PisanieTemat: Re: Boisko do siatkówki   

Powrót do góry Go down
 
Boisko do siatkówki
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 2 z 3Idź do strony : Previous  1, 2, 3  Next
 Similar topics
-
» Małe boisko do siatkówki
» Małe boisko do koszykówki
» Małe boisko do koszykówki
» Boisko szkolne
» Boisko quidditch'a

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
St. Elizabeth :: Boisko-
Skocz do: