IndeksIndeks  CalendarCalendar  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | 
 

 Korytarz I

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4  Next
AutorWiadomość
Gość


Gość



PisanieTemat: Re: Korytarz I   08.12.12 18:03

Ktoś zobaczy, popatrzy, i wróci do zajęć.
Albinosek nie miał serca, nawet w tej chwili, w chwili łamanych palców i absolutnej nienawiści w oczach, nawet mimochodem wspomnieć o wręcz żałośnie widocznym, bardziej kobiecym wyglądzie wciąż najlepszego przyjaciela i percepcji normalnego człowieka, który stwierdziłby jego płeć we pstryknięcie palcami. Scenariusze w myślach, wypychające się, jak walczące na wietrze papierowe samolociki.
Jeżeli będziesz się tak wiercił, na pewno ktoś uzna to za coś, czego nie powinien widzieć.
Nie, źle.
Przecież przed chwilą sam się tuliłeś, do jasnej...!
Gorzej, Misha.
Powiedz to mojemu...
Ocipiałeś, chłopczyku.
Nie miał argumentów na dalsze trzymanie szamoczącej się, szczupłej istotki na sobie. A trzymał, co już szło pod akapit o molestowaniu przestrzeni osobistej, może nawet trochę seksualne.
Powrót do góry Go down
Gość


Gość



PisanieTemat: Re: Korytarz I   08.12.12 18:20

Westchnął, długo i przeciągle, zrezygnowany wykładając się na nim całym ciałem. Tak, dosłownie przylegał do niego w każdym miejscu torsu i niżej, ale jakoś chwilowo miał to gdzieś.
-Nie wiem, co ty, do cholery, robisz, naprawdę, ale opanuj się, bo takie zachowanie idzie po twojej godności, którą do tej pory znałem i ceniłem.
On jej nie miał i miał ją gdzieś, dosłownie.
Odwrócił znów ku niemu twarz. Ach, tak blisko, bardzo blisko, wręcz czuł jak powietrze wypuszczane przez nos odbija się od policzka chłopaka i uderza mu w usta. Za blisko, no ale, jak na trochę odczłowieczonego chłopca przystało, nie przeszkadzało mu to.
Zresztą, nie był doświadczony w sprawach bliskości jakiegokolwiek stopnia, był po prostu uczulony na to, że są one odbierane negatywnie przez środowisko, gdy zbyt bliskie.
Powrót do góry Go down
Gość


Gość



PisanieTemat: Re: Korytarz I   08.12.12 18:29

...I tak oto wzmianka o godności podziałała. Dłonie się rozluźniły, ramiona tak samo, choć z bledziutkiej twarzy nie zniknął cierpiętniczy wyraz. Oddech wciąż owiewał szarawą twarz, ocieplając i prawie niewyczuwanie nawilżając wiecznie schnące usta. W końcu wydycha się parę wodną...
...Godność.
Wystarczy, że usłyszy to słowo, i od razu anuluje wszystkie zachowania, jakby nadstawiając uszka na sztorc i nasłuchując wszystkiego, co na ten temat ktokolwiek może mieć do powiedzenia. W przypadku krytyki, jak teraz - może pobawić się w ludzką małżę, ślimaczka czy inną obślizgłą rzecz, zamykającą się w sobie z irytacją oraz fochem na cały świat. To jedyna rzecz, która znieruchamiała Mikhaila;niczym kotek unoszony za skórę na karku.
To były dwa lata. I coś się zmieniło. Coś bardzo elektrycznego.
Powrót do góry Go down
Gość


Gość



PisanieTemat: Re: Korytarz I   08.12.12 18:46

Podniósł się jakoś krzywo, znów wypoprawiał swoją biedną, wymiętą już na dobre marynarkę, a nawet kołnierzyk koszuli i torbę na ramieniu. Strzelił na karku i spojrzał krytycznie na rozwalonego na schodku chłopaka, patrzącego na niego jak wyczuwający zagrożenie dziki zwierzak.
Zmarszczył lekko brwi i pokręcił głową. Miał ochotę powiedzieć mu coś. Porozmawiać jeszcze.
Ale... Wszystko się zmieniło. Nie byli dziećmi. Każdy dorósł na swój własny sposób przez ostatnie dwa lata, jeśli nie fizycznie, to psychicznie (I tu, tak! Chodzi o Dana).
A on tęsknił. Te dwa cholerne lata tęsknił za tym ślicznym, kochanym przez wszystkich chłopcem, bo mimo tego że dorośli woleli by się z nim nie zadawał, on nadal był dla niego przyjacielem w każde wakacje.
Ale teraz...
Powrót do góry Go down
Gość


Gość



PisanieTemat: Re: Korytarz I   08.12.12 18:52

...Teraz wcale nie było inaczej.
Mijając smutny fakt tego nagłego wybuchu irytacji, a nawet swoistej złości, u Skandynawa. Niczym nie uzasadniony, chłodny i w istocie całkiem inny od sprawiającego wrażenie pewnego siebie Dana sprzed jakiegoś czasu. Bardzo kobieco. A czas ponoć leczy.
Ślicznym i kochanym przez wszystkim chłopcem był tylko na upojny okres dwóch miesięcy wakacji, ba, nawet sprzątał na tę okazję wiecznie zabałaganiony pokój i codziennie rano biegał na zakupy, coby uraczyć gościa czymś, co nie jest z mikrofalówki ani z torebki!
Mentor.
Mentorzy nie powinni okazywać uczuć względem uczniów.
- ...Na czym skończyliśmy?
Powrót do góry Go down
Gość


Gość



PisanieTemat: Re: Korytarz I   08.12.12 19:04

-Na tym, że miałem sobie iść.
Skrzyżowane ręce na piersi. Dlaczego nie odchodził? To było takie irytujące, że mimo szczerych chęci stał i patrzył i czekał i... I w ogóle, no! Tak upierdliwie, jakby naprawdę czegoś oczekiwał, a przecież nie oczekiwał, doskonale wiedział, że zmienił się za bardzo, że nowy charakter rozpieszczonego przez pokojową rich kida aka Dana Seto jest po prostu nie-do-przyjęcia.
Że pewności siebie nie było. Były tylko cele i dążenie do nich po trupach.
Było zadufanie w sobie, egoizm.
Była melancholia.
Powrót do góry Go down
Gość


Gość



PisanieTemat: Re: Korytarz I   08.12.12 19:12

No tak, toż zaczynanie rozmowy przyjacielskim narzekaniem to rzecz niedopuszczalna, zła, warta największego na świecie obrażenia się z ogromniastym przytupem. Jak albinos mógł o tym zapomnieć?!
Głupoty, to było takie głupie...
- Powód.
Dwa powody. A jeszcze lepiej - trzy, nie będą się czuły samotnie.
Czuł zmianę? Nie. Wolał nie czuć zmian, patrzeć przez pryzmat za małych, podrapanych okularków, nigdy nie zmieniać przyzwyczajeń. Czas nie nadszarpywał żadnej, malusieńkiej chociażby części chłopca, nadal wierzącego w gadające zabawki, niebo dla zwierząt i w panicza Dana Seto, najlepszą osobę wszech czasów!
Powrót do góry Go down
Gość


Gość



PisanieTemat: Re: Korytarz I   08.12.12 19:24

-Mikhail, nie baw się w detektywa, nigdy tego nie lubiłeś.
Ani zabaw w wojnę, ani Indian. Tylko gonienie po deszczu, po strumyku, wspinanie się na drzewa i trzymanie go za rękę.
SZU. Żadnych wspomnień, Dan, przestań być dzieckiem.
Wbił w niego spokojny, może odrobinę ZA spokojny wzrok czarnych oczu.
Był starszy o rok, wyższy, bardziej inteligentny i piękny. Nic dziwnego że zawsze to on był uważany za przykład i taki też był podawany chłopcu do naśladowania, z czego on tak chętnie korzystał.
Zacisnął palce na swojej torbie,ukrywając napięcie w sobie. Miało być pięknie, a teraz czuł złość i rozgoryczenie. Dlaczego? Przecież nie liczył na cudowne wpadanie sobie w ramiona dwóch stęsknionych za sobą dusz.
... Prawda?
Powrót do góry Go down
Gość


Gość



PisanieTemat: Re: Korytarz I   08.12.12 19:31

Idealizacja.
Kolejne słowo obok godności, kolejna okrutność świata obecnego, idealizacja. Owszem, chłopiec nie znosił zabawy w wojnę, w Indian, w policjanta i złodzieja ani strzelania wodą w Lany Poniedziałek, a nader wszystko adorował mięciutką bliskość jakże nieludzko wyglądającego i jakże ludzko ciepłego norweskiego chłopca. Był przykładem. Przykładem, z którego tamten ściągnął najmniej, jak się dało.
A teraz... Teraz lubił zabawę w detektywa. Teraz lubił znać powody i motywy, lubił przetwarzać zachowania w kółko i w kółko, wiedzieć o psychice jak najwięcej, wciąż więcej, wciąż więcej!
Jak mógł spodziewać się jakkolwiek logicznego zachowania po równie nagłym spotkaniu, po przywitaniu zawierającym w sobie słowo ,,dupcia", romantycznego wpadania sobie w ramiona dwóch stęsknionych dusz? To wiedziałby tylko ideał.
...Idealizacja.
Z ideału miał w sobie tyle, że łapał niepotrzebne szczegóły. Patrzył na palce. Przez palce. W ręce.
- Cześć, Dan. Tęskniłem za Tobą.
Powrót do góry Go down
Gość


Gość



PisanieTemat: Re: Korytarz I   08.12.12 19:44

-... Mikhail.
I nagle te wielkie, czarne oczy tak jak w dzieciństwie, w jednej chwili wypełniły się po brzegi wilgocią, która jednak z nich nie uciekła - nigdy tego nie robiła.
I nagle ta drobna postać wręcz padła na kolana, bezsilnie, zakrywają oczy dłońmi, demoniczne chuchro, niechciana sierota.
-M... Mmmikhail, j-ja... Ja tak bardzo tęskniłem... Ja tak bardzo... Bardzo... -moment przerwany na pociągnięcie malutkim, zgrabnym noskiem -...Tęskniłem! Nawet n-nie wiesz, jak mi było źle, gdy ojciec stwierdził że w-więcej nie mam prawa się z tobą widzieć, ż-że to były ostatnie wakacje, że j-już... Moje m-moce są zbyt... N-niebezpieczne... Że ludzie mnie nienawidzą...
Powrót do góry Go down
Gość


Gość



PisanieTemat: Re: Korytarz I   08.12.12 20:00

Moce. Trzecie słówko do towarzystwa. Godność, idealizacja, moce...
Chłopak mógł chodzić do szkoły, mógł wychodzić z domu, mógł robić wszystkie te codzienne, słodkie rzeczy, z jednym tylko warunkiem - bez Anglika. Wszystko, byleby nie wpływać na ułożonego, białego chłopca, synka siostry, nie zostać wyklętym przez rodzinę. Pozwolić mu żyć w przeświadczeniu, że tak będzie lepiej, tonąć w morzu bezsilności z nutkami wszechobecnej nienawiści, bez przyjaciół, jedynie samopas. Brutalny pokaz radzenia sobie w rzeczywistości, o ile jakaś rzeczywista przyszłośc miała szanse zaistnieć w życiu Dana.
Nawet albinosek miał trochę współczucia.
Wciąż nie znał do końca tych całych mocy najlepszego przyjaciela, nie znał ich na tyle, aby móc podręcznikowo opisać zdolność. Chyba, że wpis miałby wyglądać tak:
Cytat :
Moce Dana Seto - coś psychicznego i ze wspomnieniami.
A później dodać tam:
Cytat :
Niebezpieczne.
- Zawsze jedliśmy lody na kolację. I się śmiałeś.
Nie widział twarzy Skandynawa. Widział tylko palce gorączkowo wplatające się we włosy kruczoczarnej grzywy, słyszał łamiący się głos. Na ręce, przez ręce.
Powrót do góry Go down
Gość


Gość



PisanieTemat: Re: Korytarz I   08.12.12 20:10

-Beznadziejnie, czuję się beznadziejnie, to takie głupie! Tęskniłem. Bałem się. Byłem samotny. Cholernie samotny. Przywoływałem twoje imię. Wypatrywałem w ciemności białej czupryny. Bo przychodziłeś do mojego pokoju, gdy były burze, bo byłeś pewny, że się boję i całe noce leżałeś wtulony w moje ramię... Tęskniłem. Ściskało w żołądku.
Drżał na całym ciele, ale nie płakał. Nigdy nie płakał. Miał tylko mokre oczy i nic więcej.
Obejmował się ramionami i drżał, jak ta osika, drobny, lecz tak demoniczny, że zbyt przerażający, by go choć dotknąć.
Ominąć szerokim łukiem.
Tylko pokojowa i Mikhail tak go nie traktowali. Tylko oni...
Powrót do góry Go down
Gość


Gość



PisanieTemat: Re: Korytarz I   08.12.12 20:23

Nigdy nie rozumiał uroku nazywania rzeczy po imieniu, tej łatwości, którą otwarcie wykazywał Skandynaw;sam, zanim powie chociażby słowo ,,przytuliłem", zdążyłby osiemset razy zapaść się pod ziemię i spalić ze wstydu. W aktualnej chwili róż zamienił się w rozcieńczony szkarłat;już nie był dzieckiem.
A mimo to, powoli wyciągnął sztywną jak patyk rękę.
I niezdarnie pacnął nią w opuszczony, czarny łebek, by po chwili zgiąć lekko palce i podrapać skórę głowy kruczowłosego, dokładnie tak, jak drapał wcześniej, tak pieszczotliwie, jak głaskałby ukochanego zwierzaka...
- A jeżeli ktoś przyjdzie?
Demoniczność nie robiła najmniejszego wrażenia na albinosku.
Powrót do góry Go down
Gość


Gość



PisanieTemat: Re: Korytarz I   09.12.12 11:03

Nieformalnie coś w nim pękło, dodatkowo się rozlało i zalało dosłownie połowę jego wnętrzności jakąś przykrą, oleistą cieczą.
Formalnie zaś czarnowłosy chłopiec wyciągnął odważnie dłoń i pogłaskał chłopaka tuż za uchem, wywołując pozytywne wibracje w jego ciele, choć sam uśmiech miał samotny, wręcz pełen rozpaczy.
-Nienawidzę, gdy mówisz od rzeczy.
Delikatne, coraz pozytywniejsze wibracje, tak daleko choć i blisko szyi, zarówno i jak i karku. Gdzie bliżej, które emocje mogły wziąć w górę?
Zmrużone oczy. Cofnął dłoń i zacisnął palce, czując, że i tak zrobił coś nieodpowiedniego. A po prostu chciał mu sprawić odrobinę przyjemności, przypomnieć, jak dobrze kiedyś było, gdy cały świat się nie liczył, gdy wartości dorosłego człowieka wydawały się takie nudne.
Nie. Dla Dana nadal były nudne. Chciał być kimś dla siebie, innym pokazać swoją wartość, a potem żyć jak normalny człowiek. Doceniony.
Marne marzenie? Niemożliwe do zrealizowania?
Powrót do góry Go down
Gość


Gość



PisanieTemat: Re: Korytarz I   10.12.12 14:51

Bezsens. Od rzeczy, brak sensu, brak składu, brak zrozumienia... Laskotki na całym ciele, dreszcze przy nadgarstkach i piersi. Przyjemność, błąd, wymieniające się szybko, prawie bezlitośnie, bezustannie;gdyby Mikhail mógł świecić jak sygnalizacja, ba, gdyby byłby sygnalizacją...
Bóg powinien mieć w opiece wszystkie samochody świata.
...Hej, nikt nie mówił, że powaga jest najważniejsza!
I dłoń uciekła.
Cytat :
Moce Dana Seto - coś związanego z psychiką. Niebezpieczne. Notka - uważać na ręce.
Mikhail nie uważał na swoje ręce, zsuwając paluszki za szare ucho i podrapując z nabytą wraz z dwójką lat niezdarnością. I nic nie mówił, wsłuchując się w szum rur, tarcie skóry, szelest włosów i materiału granatowego sweterka na ramieniu.
Powrót do góry Go down
Gość


Gość



PisanieTemat: Re: Korytarz I   10.12.12 15:05

Pochylona lekko głowa i znów włosy przysłaniające większość drobnej twarzy o wielkich, czarnych oczach. Drobne drżenie palców i mimowolny uśmiech na pełnych, sinych wargach.
Nie przerywał tej świętej ciszy. Jej ciepło i niepowtarzalność nie pozwalały na to.
Tak tęsknił. Tak dawno tego nie czuł. Tego idol i mentor, jego ideał, którego kiedyś tak bardzo chciał zostać naśladowcą!
Ale to było niemożliwe. Ich moce były całkowicie odmienne.
Jak dzień i noc. Nie... Dzień i czarna dziura, pochłaniająca wszystko, co dobre.
Dopiero po dłuższej chwili podniósł na niego wzrok. Powolny. Mozolny. Przepraszający.
Jedyny człowiek, przed którym szaroskóry, wręcz elfi chłopiec był gotów się ukorzyć.
Powrót do góry Go down
Gość


Gość



PisanieTemat: Re: Korytarz I   10.12.12 15:34

Święta cisza, dzień, chłopak zdecydowanie za bardzo dramatyzował i przesadzał;nawet rozmiękczony, smutny, i tak dalej, zdaniem Anglika najzwyczajniej na świecie przesadzał. Nic dziwnego więc, że gdy czarno-szkarłatne spojrzenia się spotkały, wzrok Mikhaila wyrażał leciutkie rozbawienie, może nawet odrobinę przerysowanego znużenia. Na sam ten elektryzujący prawie-dotyk, zabrał rączkę drapiącą ucho ,,swojego elfika" i szarpnął białą głową lekko w lewo.
- Lody na kolację?
Powrót do góry Go down
Gość


Gość



PisanieTemat: Re: Korytarz I   10.12.12 15:51

-Bardzo chętnie.
Może naprawdę przesadzał. Może naprawdę powoli zaczął się coraz bardziej wtłaczać w rolę bezbronnego dziecka, czy nawet dziewczynki, uciekając od rzeczywistości i otaczającej zewsząd prawdy.
-Chodźmy gdzieś, co? Pogadajmy o tych dwóch latach. Z pewnością dużo się u Ciebie wydarzyło, a schody są średnio wygodne do osobistej rozmowy.
Czyli innymi słowy chodź, pobawmy się jak za dawnych lat! Ja Ci dam swoją rączkę, ty mi swoją, pobiegamy!
Tak, jakby reszta świata nie istniała, choć przed kilkanaście-dziesiąt minut.
Lekki, mozolny uśmiech, Dan! Nie zapominaj o nim. Pamiętasz, co Mikhail powiedział, jak mieliście po kilka lat? "Chcę byś się zawsze uśmiechał bo w uśmiechu jesteś ślicznA!"
Nie zważajmy na to, że zwracał się do niego jak do kobiety.
Te słowa nadal były ważne. Bardzo ważne.
Powrót do góry Go down

avatar



Wiek : 20
Liczba postów : 69


PisanieTemat: Re: Korytarz I   16.01.13 18:24

Lise, bez wątpienia znudzona Lise po raz kolejny zawitała do budynku szkolnego. Co ją tak przyciągało do znienawidzonego przez typowego, przeciętnego ucznia miejsca... A tak! Mróz na dworze. I nawet to, że pochodziła z północnego regionu Europy, z Norwegii nie specjalnie wpływało na jej nastawienie co do zimy.
Owszem, czasami ta temperatura nijak jej przeszkadzała; kurtka, szalik... I viola~ gotowe, nie ma się czym przejmować. Z drugiej strony nowy 'nabytek' Crucis nie bardzo przepadał za siedzeniem na tyłku w akademiku, a jej entuzjazm na spacer po parku... cóż, on też wynosił zero. Bo wiecie, Liv z miłą chęcią zajęłaby się rzeczą pożyteczniejszą; jak chociażby wyładowaniem swojej frustracji na czymś albo, co lepsze, na kimś. Oczywiście nie to, że St. Elizabeth jej się nie podobało - wręcz przeciwnie, lubiła to miejsce, na swój pokrętny sposób. Mruknęła coś pod nosem, mijając po drodze wszelakie osobistości bez większego zainteresowania. Przycupnęła dopiero na schodach, wygładzając spódniczkę mundurka... o! kolejna rzecz, która przypadła pannicy do gustu - szkolny mundurek; wprawdzie trochę zreformowany, a w tej chwili również bez swetra, wciąż jednak był mundurkiem, nie? Tak więc usiadła, pochylając się do przodu, tak, by swobodnie położyć łokcie na kolanach i oprzeć podbródek na lewej dłoni... Jako że siedziała na szczycie kondygnacji prowadzącej na piętro miała doskonały wgląd na wszystko, co się na korytarzu działo; cudnie.
Dopiero po jakiejś minucie, nie widza większego sensu w obserwowaniu nic nie wartych delikwentów, sięgnęła do torebki po jej ukochaną, nieodłączną zapalniczkę. Fioletową, a jakże... miałby ktoś do tego najmniejszą wątpliwość? W każdym razie, dziewczyna doszczętnie straciła zainteresowanie obserwacją ludzi, wgapiając się w pomarańczowy płomień i jakby rozważając, czy przypadkiem nie warto troszkę się nim pobawić.

_________________
~ Ikke engang prøve å klage. ~


Sól varp sunnan, sinni mána, hendi inni hœgri um himinjódyr;
sól ţat ne vissi hvar hon sali átti, máni ţat ne vissi hvat hann megins átti,
stjörnur ţat ne vissu hvar ţćr stađi áttu

~ Völuspá ~
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

avatar



Liczba postów : 88


PisanieTemat: Re: Korytarz I   16.01.13 18:39

Rihito nie miał niczego do roboty. Chociaż... W sumie, coś mogłoby się znaleźć. Ale ile mógł grać na przestarzałej konsoli, siedząc samemu w akadmiku? Niedawno widział się też z nowym znajomym, Severinem, który był z tego samego domu, więc nie widział celu w ponownym zawracaniu mu głowy. A coś do roboty musiał znaleźć, bo mimo, że był spokojny, nie lubił siedzieć bezczynnie przez długi czas. Tym bardziej pomiędzy zajęciami, kiedy miał najwięcej energii do zużycia na czymś przynajmniej w połowie pożytecznym. Zima wcale tego nie ułatwiała - na zewnątrz było na tyle zimno, że wszelkie chęci wyjścia na dwór, które do tej pory znajdowały się w rudzielcu, wyparowały na widok temperatura ze znaczną temperaturą na minusie. Także musiał sobie odpuścić wyjście na dwór, na rzecz zostania w szkole i bezcelowego włóczenia się po całym budynku. Prawie jak jakiś duch!
Najpierw udał się na dach. Nie znalazł tam nikogo, ani niczego ciekawego (w sumie, czego on się spodziewał?), więc zszedł schodami na dół, gdzie natknął się na blondynkę, której kolor krawatu wskazywał na przynależność do Crucis. Niespecjalnie się tym przejął - raczej nie miał w zwyczaju oceniać ludzi po samym domu - robił to dopiero, gdy poznał ich osobiście, jednakże wtedy i tak starał się wystrzegać takich czynów. Uśmiechnął się lekko pod nosem, widząc z jakim zafascynowaniem dziewczyna wpatruje się w ogień. Rzadko można było uchwycić gdziekolwiek taki widok. W takim razie, może jej mocą była pirokineza? Prawdopodobnie tak.
Długo się nad tym nie zastanawiał, na rzecz przykucnięcia obok blondynki, z lekkim uśmiechem na ustach. Był zbyt pokojowy, żeby zachować się inaczej. Ba, nawet nie potrafił się zachować wrogo w stosunku do osoby, która była dla niego niemiła!
- Tylko uważaj, żeby się nie poparzyć. - Powiedział ni z gruszki, ni z pietruszki, spoglądając na Cruciskę kątem oka. Nie, nie miał w zwyczaju jej dopiec. To nie było w jego stylu. W jego głosie naprawdę brzmiała najprawdziwsza troska, którą można było bez trudu usłyszeć. Cóż, taki typ człowieka - najchętniej oddałby przypadkowemu przechodniowi swoje serce na talerzu, żeby tylko mu pomóc.

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

avatar



Wiek : 20
Liczba postów : 69


PisanieTemat: Re: Korytarz I   16.01.13 18:58

Kącik ust Liv uniósł się nieznacznie, gdy dosłyszała za sobą jakieś kroki. Myślałby kto, że łaskawy los tak od razu obdaruje ją ofiarą; no tak, właśnie tak można było nazwać ucznia Speculum. Dlaczego? Bo raczej wątpliwym było, żeby ktokolwiek od razu zyskał jej sympatię. Może jednak chłopak ją minie? W końcu Crucis nie cieszyło się chyba najlepsza opinią otoczenia, prawda? Wielkie więc było zdziwienie Lise, gdy tamten, ni z tego ni z owego przykucnął obok. Kątem oka zerknęła na niego, wyraźnie niezadowolona, jakby samym tym gestem jasno chciała dać mu do zrozumienia, że ma znikać od razu, nawet nie próbując jej przeszkadzać. Jak widać, rudzielec miał zupełnie inne plany.
Odezwał się na co ona prychnęła pod nosem, ze znaczną nutą sarkazmu. Poparzyć? Że ona?! No proszę was! I to jeszcze zapalniczką... żeby zrobić sobie krzywdę tymże wynalazkiem ludzkiej techniki to już trzeba było być niezdarą, a ona do takich się nie zaliczała. W odróżnieniu od siostry, ta, Birgit w życiu nie dostałaby od niej fioletowego urządzonka nawet żeby przytrzymać. Jeszcze by straciła włosy albo coś...
Wracając zaś do naszej Lise Vivianne i prawie-samobójcy, jak można było członka Speculum określić, kiedy odważył się do niej zagadać. Durna elokwencja i otwartość na ludzi... i naiwność. Tak, naiwność również. Jeszcze przez chwilę po ostrzeżeniu, pouczeniu czy czymkolwiek to było, Norweżka zdawała się być zupełnie nie zainteresowana, nie chcąc nawet przerywać ciszy. Później szybki ruch ręki i zmiana pozycji tak, by płomyczek zatrzymał się dosłownie centymetry od twarzy przybysza.
- Ty też powinieneś - zauważyła, zupełnie innym jednak tonem niż chłopak na przeciwko. Jej głos był chłodny i z pewnością niezbyt przyjazny. Oczywiście podpalać uczniaka nie chciała, toteż zapalniczkę zgasiła niemal od razu, utkwiwszy w nim fiołkowe spojrzenie. - Ogień wcale nie jest taki spokojny, na jakiego wygląda... - Stwierdziła, wprawdzie cicho, jednak tonem tak rzeczowym i pewnym, że zdawać by się mogło, że rzeczywiście coś o tym wiedziała. A może wcale nie mówiła o żywiole, tylko o samej sobie? Cholera ją wiedziała, doprawdy. Tym bardziej, że to, co czaiło się w jasnowłosym łbie było niezwykle zawiłą zagadką.

_________________
~ Ikke engang prøve å klage. ~


Sól varp sunnan, sinni mána, hendi inni hœgri um himinjódyr;
sól ţat ne vissi hvar hon sali átti, máni ţat ne vissi hvat hann megins átti,
stjörnur ţat ne vissu hvar ţćr stađi áttu

~ Völuspá ~
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

avatar



Liczba postów : 88


PisanieTemat: Re: Korytarz I   16.01.13 19:27

Gdyby tylko wiedział, że blondynka nie spodziewała się takim posunięciem z jego strony, byłby bardzo szczęśliwy. Z natury lubił czasami zrobić na przekór i polubić kogoś, kto na pierwszy rzut oka był niesamowicie nieprzyjemnym typem, albo chociażby zadawać się z kimś, kto miał zupełnie inny charakter od niego. I chociaż nie siedział w jej głowie, ani nawet nie znał jeszcze jej charakteru (bądź co bądź, nie dało się go raczej wywnioskować z wyglądu), to mógłby powiedzieć, że wszystko poszło zgodnie z jego planem. Mniejsza o to, że w praktyce żadnego planu nie było, a on nawet nie miał zamiaru się trudzić, żeby jakikolwiek wymyślić. Bo i po co to komu? Na razie był wystarczająco szczęśliwy, trafiając na osobę, która nie zapomniała "języka w gębie", jak to ludzie mają zwyczaj kolokwialnie mawiać.
Może i był samobójcą - nigdy o tym nie myślał. Jeśli ktokolwiek by go o to zapytał, prawdopodobnie by nie zaprzeczył. W końcu, z całą masą swojej wrodzonej niezdarności, którą w niektórych sytuacjach można było podciągnać pod pecha, raczej nie zaliczał się do osób, które by od samobójstwa stroniły. Teoretycznie rudzielec był zbyt pogodną osobowością, by się do takiego czynu posunąć, a jeśli już by do tego doszło, najpewniej przez przypadek. Za bardzo kochał życie, żeby w tak prosty sposób z niego zrezygnować, a jego optymistyczną duszę było naprawdę trudno złamać; wbrew wszelkim pozorom, które przychodziły człowiekowi do głowy po dokładniejszej analizie jego osoby.
Gdy Norweżka przesunęła zapalniczkę w jego stronę, nie cofnął się. Płomień nie był na tyle blisko, żeby mu coś zrobić. Po prostu czuł przyjemne ciepło w okolicach twarzy, a odsunąłby się dopiero, gdyby poczuł charakterystyczny zapach palonych ludzkich włosów. Na razie jeszcze do tego nie doszło, więc nie miał się czego bać, nawet jeśli z natury nie był uosobieniem odwagi.
- Nie musisz się o mnie martwić, zawsze uważam. - Odparł wesoło, nic nie robiąc sobie z chłodnego tonu blondynki. Oderwał wzrok od ognia, który po chwili zgasł, wlepiając w spojrzenie ciemnych oczu w towarzyszkę. Ślepia miał radosne, wydawałoby się, że to włąśnie z nich bierze się ta cała jego energia. Cóż, może i tak właśnie było.
- Hej, może tego po mnie nie widać, ale doskonale zdaję sobie z tego sprawę! - Roześmiał się wesoło, przechylając do tyłu, by po chwili podeprzeć się za sobą rękami i usiąść na posadzce w siadzie skrzyżnym. Wydawało mu się, że trafił na całkiem interesującą personę. Nie myślał o żadnej przyjaźni, ale przynajmniej miał nadzieję, że nie zostanie od razu zmieszany z błotem, jak to mieli w zwyczaju robić Crucisi. Byłoby naprawdę świetnie! Ostatecznie, w każdym domu musiały zdarzać się jakieś wyjątki, nieprawdaż...?

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

avatar



Wiek : 20
Liczba postów : 69


PisanieTemat: Re: Korytarz I   16.01.13 19:48

Lise też raczej nie zamierzała umierać przesadnie szybko. Albo przynajmniej nie pozbawiać się życia samemu; zresztą! Ktoś musiał przekazać nazwisko Årud na kolejne pokolenia... czy coś. Nie ukrywajmy - ją niespecjalnie obchodziły w tej chwili rodzinne tradycje, nie wiele różniąc się od przeciętnej nastolatki dbała w tej chwili tylko i wyłącznie o swoją wygodę, pozycję i tego typu brednie. Niezdarą nie była, tak fizyczną jak i społeczną - zawsze intuicyjnie wiedziała kiedy jej wolno, a kiedy nie... no, w większośći przypadków. Zupełnie natomiast nie powinno się myśleć, że choć trochę martwiło ją zdrowie i stan psychiczny osób trzecich. Nowo poznanemu chłopakowi też nie zamierzała życia umilić, informując go o tym, dość słabo widocznym na jej twarzy, zaskoczeniu. Zdecydowanie... Cruciska i pod tym względem przypominała troszkę porcelanową, wypraną z emocji lalkę. Przynajmniej teraz, kiedy nie targała nią chęć mordu ani nic takiego.
Dobra, fakt faktem w szkole magii nie wyrobiła sobie jeszcze pozycji powszechnie znanej i znienawidzonej divy, nad wyraz zadufanej w sobie, głuchej na uczucia innych i te pe, którą najlepiej i najbezpieczniej dla własnego zdrowia psychicznego omijać szerokim łukiem. Tylko przecież od niej aż emanowała niechęć do nawiązywania pozytywnej relacji z kimkolwiek, powiedziałbyś. Rudzielec za to z każdą chwilą, bez wątpienia, zadziwiał ją bardziej... W pierwszym odruchu aż miała ochotę przesunąć płomyczek jeszcze troszkę bliżej, żeby zobaczyć, jak czerwone kłaki stają w płomieniach, później zaś padło zupełnie niespodziewane stwierdzenie. Mimo woli jedna z jej brwi uniosła się nieznacznie do góry... Że co on sobie myślał? I już, już miała na języku jakąś odzywkę, przekleństwo zupełnie niepasujące do jej wyglądu, a ten znowu wyskoczył z czymś co najmniej dziwacznym.
- Doprawdy? - Odpowiedziała właściwie na oba zdania, idealnym, jakby do tego stworzonym słowem. I tak, oczywiście, nie mogło zabraknąć w nim tej nuty sarkazmu i norweskiego akcentu. - Czyli podchodzenie pod zapalniczki to twoje hobby, tak? - Oczywiście i tutaj nie mogło zabraknąć tej ciut nieprzyjemnej nuty... No ale! Nie walnęła! Nie zwyzywała go ani nic takiego... No, prawie bo akurat niektóre słowa w wydaniu blondynki brzmiały jak wyzwiska nawet nimi nie będąc. Kontakt wzrokowy, naturalnie, pannica podchwyciła i utrzymała... Jakby tak przypadkiem mogły z tego później wyniknąć jakieś korzyści. Plus, czuła się tak ciut pewniej, że zaś delikwent wyraźnie nie zamierzał dać jej spokoju... Hmm, no... wtedy tego wymagało też jakieś obycie w towarzystwie.

_________________
~ Ikke engang prøve å klage. ~


Sól varp sunnan, sinni mána, hendi inni hœgri um himinjódyr;
sól ţat ne vissi hvar hon sali átti, máni ţat ne vissi hvat hann megins átti,
stjörnur ţat ne vissu hvar ţćr stađi áttu

~ Völuspá ~
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

avatar



Liczba postów : 88


PisanieTemat: Re: Korytarz I   16.01.13 20:31

- Wiesz, porobią ci się zmarszczki, jak tak dalej pójdzie. - Stwierdził po krótszej chwili, bez wahania wyciągając rękę, by palcem przejechać po podłużnej lini, która utworzyła się pomiędzy zmarszczonymi brwiami blondynki. Na ustach wciąż miał ten sam, nieszkodliwy, a wręcz dziecięcy uśmiech, który powinien utwierdzić ją w przekonaniu, że nie ma niczego złego na myśli. Bo, gdyby poznała go bliżej, wiedziałaby, że nawet nie był na tyle odważny, żeby złośliwościami sypać na prawo i lewo. Urodzony tchór, można powiedzieć. - Nie mówię, że masz cały czas siedzieć z takim idiotycznym wyszczerzem jak ja, ale te zmarszczone brwi naprawdę ci nie pasują.
Pod koniec swojej wypowiedzi, roześmiał się pogodnie, jednocześnie odsuwając dłoń, którą ponownie wsparł na podłodze. Nie pomyślał - być może Lise nie życzyła sobie jego dotyku, a on zaraz zostanie obsypany masą wyzwisk, o których istnieniu nie miał pojęciu (w końcu jego angielski nie był tak rozwinięty w tej kategorii, a norweskiego nie znał), ale już było po fakcie. Pozostawało mieć tylko nadzieję, że Norweżka zareaguje nieco lepiej, niż w jego najgorszych wizjach.
- Pod zapalniczki niekoniecznie. Ale na lekcjach czasami jakiejś osobie z pirokinezą się wymsknie i w klasie jest mały pożar. - Uśmiechnął się z rozbawieniem, bez żadnego skrępowania obserwując dziewczynę. Wcale nie przejął się jej nieuprzejmym tonem. Ha, gdyby miał brać do serca każdy pojedynczy przypadek, kiedy ktoś się do niego odezwał w nieprzyjemny sposób, pewnie teraz wąchałby kwiatki od spodu! Swoją drogą, znał osoby, których nieuprzejme zachowanie było swego rodzaju tarczą ochronną. Może Årud została kiedyś mocno zraniona, że teraz zachowywała się w ten sposób? To byłoby naprawdę przykre, ale Rihito nie miał zamiaru się w to zagłębiać. Prawdopodobnie dlatego, że gdybanie nie miało sensu, a gdyby zapytał blondynkę wprost, dostałby prędzej z plaskacza w twarz, niż odpowiedź niemijającą się z prawdą. Może kiedy indziej.
- Pewnie też masz pirokinezę, prawda? - Spojrzał na nią pytająco, zmieniając pozycję. Wciąż siedział po turecku, ale łokcie oparł na kolana, a na dłoniach ułożył brodę, wciąż nie odrywając wzroku od nowej znajomej. Był świadomy tego, że może nie dostać odpowiedzi, ale zawsze można było zapytać... W końcu nic go to nie kosztowało, nie?

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

avatar



Wiek : 20
Liczba postów : 69


PisanieTemat: Re: Korytarz I   16.01.13 21:13

Reakcja nastąpiła jeszcze szybciej, niźli by się można było spodziewać... Choć może, znając Lise można by się pokusić o stwierdzenie, że raczej wolniej, bo przecież cała mu się dotknąć. Ostatecznie i tak smukła dłoń dziewczyny zatrzymała się na nadgarstku rudzielca, ściskając go, może i ciut za mocno. Przyglądała mu się z takiego bliska, jakby na prawdę zastanawiała się, czy ma do czynienia z najprawdziwszym idiotą czy delikwent po prostu robi sobie z niej żarty. Choć nie... tak czy owak musiała to być istota niespełna rozumu, skoro miała ochotę konwersować z Liv choć trochę dłużej. A może to i dobrze? Blondynka w końcu jeszcze mu nie przywaliła, to zaś zakrawało się właściwie na swego rodzaju cud. Zaś to co nastąpiło moment później - tak, to już zdecydowanie trzeba gdzieś zapisać. Norweżka bowiem nie tylko puściła jego rękę, ale i uśmiechnęła się tak nieznacznie, właściwie porzucając wszelkie mordercze zamiary wobec rudzielca. Mimo wszystko, rzuciła pod nosem jakieś ojczyste przekleństwo, zupełnie jednak tracąc ochotę na całkowite zmieszanie nastolatka z błotem. Oczywiście... To wcale nie znaczyło, że będzie jakoś znacznie milsza; nie nie! Takie rzeczy to tylko z bliźniaczką.
- Mówisz? - Zapytała, wyraźnie zastanawiając się nad wizją pożaru w klasie... Och, może powinna spróbować i udać, że to tak, o! Przypadkiem, hm? Westchnęła cicho, raz jeszcze odpalając zapalniczkę. - Czyli że tak? - Wysunęła rękę do przodu, tym razem już wybitnie nie zamierzając podpalić rozmówcy... No, choć kiedy z małego, niegroźnego płomyczka nagle zrobił się o wiele większy - bo rozmiarów niewielkiego, ale jednak, ogniska - można było stracić wszelką wiarę w jej dobre intencje. Tym bardziej, że moment później zapalniczka leżała obok dziewczyny, a ona spokojnie odpowiadała tymże czarem chłopakowi. Nie musiała chyba nawet przytakiwać, prawda? Dowód miał tuż przed sobą. Machnęła lekceważąco ręką, nad którą płomień się unosił, tym samym sprawiając, że zgasł. Wzruszyła ramionami, znów wracając wzrokiem na rudego.
- Lise Vivianne. - Przedstawiła się, bo w sumie prędzej czy później by wypadało, prawda? A kultura nakazywała zrobić to, kiedy już się uzna, że rozmówca jest tego wart. Znaczy kultura Livvie. Bo tak ogólnie, to normalny człowiek przedstawiłby się pewnie na początku konwersacji.

_________________
~ Ikke engang prøve å klage. ~


Sól varp sunnan, sinni mána, hendi inni hœgri um himinjódyr;
sól ţat ne vissi hvar hon sali átti, máni ţat ne vissi hvat hann megins átti,
stjörnur ţat ne vissu hvar ţćr stađi áttu

~ Völuspá ~
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content






PisanieTemat: Re: Korytarz I   

Powrót do góry Go down
 
Korytarz I
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 3 z 4Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4  Next
 Similar topics
-
» Tajemniczy korytarz
» Korytarz w lochach
» Korytarz na II piętrze
» Korytarz
» Korytarz

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
St. Elizabeth :: Parter-
Skocz do: